Link 24.12.2009 :: 15:01 Komentuj (1)
Garstce moich czytelników oraz przypadkowym gościom składam życzenia Wesołych Świąt. Niech Jezus Chrystus, Słońce Niezwyciężone, które nigdy nie zachodzi oświeca Wasze życia. Niechaj Bóg Wam darzy.
A na koniec mały cytat z Josepha Hilaire Pierre René Belloca:
"May all good fellows that here agree
Drink Audit Ale in heaven with me,
And may all my enemies go to hell!
Noel! Noel! Noel! Noel!
May all my enemies go to hell!
Noel! Noel!"
Link 03.12.2009 :: 13:46 Komentuj (2)
Zgodnie z tradycją tego bloga na początek Adwentu myśli Gustava Thibon.
Odwiedziny Rabbiego. Podał mi definicję przywódcy pierwotnego plemienia: „To ten, który pierwszy idzie na śmierć”.
Piękno pieśni , już wiecznej, w której roztapiają się sprzeczności życia i która karmi się zarówno cierpieniem, jak radością…
Pewien nieznany moralista: „Bez Boga nie wie się nic, ale z Bogiem wie się jeszcze mniej”. Przechodzenie od zagadki do tajemnicy, bardziej niezgłębionej niż to, co nierozwiązywalne…
Ewangelia: niewyrażalne współwystępowanie totalnych wymagań i absolutnej pobłażliwości…
Link 30.11.2009 :: 13:45 Komentuj (0)
Antoni Górecki
Duma o Zakrzewskim
(1827)
Nad dalekim Dniepru brzegiem
Szły cicho woyska lskniące się żelazem
Pomiędzy niemi bystrym wiatru biegiem
Leciałem z wodza moiego rozkazem
Jak teraz wszystko uległo odmianie!
Koń móy był rzeski, i ia byłem młody.
Słyszę głos silny: "wstrzymay się młodzianie!
Z tobą Dnieprowey napiiem się wody."
Był to Zakrzewski mąż sławny dziełami,
Szlachetność w sercu, surowość miał w oku;
Pod iego pierwey byłem rozkazami,
Nim mnie Mielżyński wziął do swego boku.
Półk iego w każdey wsławiony potrzebie,
Stąpał półk trzeci, po zieloney błoni,
A on mię wzywał: "Piiemy do ciebie.
Choć nas rzuciłeś towarzyszu broni!"
Wstrzymałem konia, rrze, pieni się, wspina,
A wodz częstuiąc mnie Dnieprową wodą:
"Na twem weselu napiiem się wina,
Po woynie żonę wyswatam ci młodą."
-"Ah! wodzu, rzekłem, walecznemi dzieły
Oby z nas każdy doszedł Twoiey chwały."
A w tym z daleka spiże grzmieć poczęły,
I coraz bardziey i bardziey huczały.
"Sciskaycie szyki, dwóycie krok rycerze!"
Krzyknął Zakrzewski; woysko słucha wprawne;
I iuż Skoleńska widać było wieże,
I mchem pokryte baszty starodawne.
Trąciłem konia, leciał iak wiatr chyży;
A na rumaku tak białym iak śniegi,
Tam gdzie naygęstrzy szedł ogień ze spiży,
Zakrzewski swoie prowadził szeregi.
Ostatni raz iuż rycerza widziałem,
Jak nawałnica, szła za nim młódź dzielna
Już przeszli szańce, iuż byli pod wałem,
Gdy wodza kula wstrzymała śmiertelna.
Link 27.10.2009 :: 15:05 Komentuj (5)
Wrześniowe refleksje w październiku, dodatek do części 3
W poprzedniej części przedstawiłem pewien scenariusz zdarzeń, jaki może dotyczyć Rzeczpospolitej. Jako, że nie jestem żadnym prorokiem nie twierdzę, że na 100% on się sprawdzi. Zresztą ostatnio pojawiły się dwie przesłanki, które by wskazywały na to, że rzeczy potoczą się innym torem.
1)Nowa koncepcja tarczy antyrakietowej może się okazać trudniejsza pod względem strategicznym dla Rosjan. Jest ona, bowiem bardziej dostosowana do obecnych poczynań i koncepcji rosyjskich niż poprzedni projekt. Pod tym linkiem
jest opinia fachowca na ten temat, generała Stanisława Kozieja.
2)W Niemczech zawiązała się nowa koalicja rządowa pomiędzy chadekami i liberałami. Liberałowie wymusili na swoich partnerach zgodę Niemiec na przyjęcie Turcji do UE. Przyjęcie kolejnego amerykańskiego sojusznika do Unii osłabia jej antyamerykańskie ostrze, tudzież daje narzędzie do wtrącania się w wewnętrzne sprawy RFN dzięki znacznej mniejszości tureckiej.
Być może, więc Imperium uczyniło krok do tyłu tylko po to by uczynić dwa do przodu. A swoich wrogów i przyjaciół ma zamiar trzymać bardzo blisko siebie.
Link 24.10.2009 :: 11:05 Komentuj (0)
Wrześniowe refleksje w październiku, cześć 3
13
Jak już wspomniałem wcześniej odpowiedź, jakiej udzielają panowie Sikorski i Ziemkiewicz jest odpowiedzią na pytanie z 1939 roku. Każda bowiem sytuacja historyczna jest specyficznym pytaniem, na które trzeba dać odpowiednią odpowiedź. Widoczna dziś fałszywość owej odpowiedzi z tamtych czasów jest powiązana z ową przesłanką, która określa miejsce Polski pomiędzy Rosją a Niemcami. I nie chodzi tu konkretnie o geograficzne granice a bardziej o geopolityczne strefy wpływów. Więc sprzymierzamy się z Niemcami, aby zachodnia strefa przesunęła się bardziej na wschód. Możemy na tym skorzystać i cywilizacyjnie, a być może nawet terytorialnie, (choć akurat o tym nikt głośno nie mówi). Lecz co jeśli nie ma żadnego Drang nach Osten?
14
Są dwa sposoby spojrzenia na Niemcy. Pierwszy zakłada, że co by się nie zmieniło, to Niemcy i tak będą knuć, aby dominować w Europie. W związku z tym niektórzy uważają Unie Europejską za IV Rzeszę. Drugi zakłada, że Niemcy w wyniku długotrwałej tresury stracili przysłowiowe jaja. Natomiast celem UE (a także NATO) jest aby ich nigdy nie odzyskali. RFN jest więc politycznie, militarnie i gospodarczo pilnowana, aby nie zaczęła znowu rozrabiać. Zaś, co najważniejsze, Niemcy muszą na to płacić. Zresztą mają z czego, stali się bowiem gospodarką, która posiada państwo. Według mnie sprawy się jednak mają trochę inaczej.
15
Rzeczywiście UE i NATO pilnują by Niemcy znowu na jawie nie zaczęli śnić imperialnych snów. A mentalny trening uczynił z germańskiej nacji społeczeństwo homo oeconomicus. Jednak owi zapobiegliwi handlarze nie chcą już życia z niezmywalnym piętnem winy. Tak naprawdę to jest główny cel podnoszenia sprawy wypędzonych. Wpisuje to bowiem naród niemiecki w narrację ofiar a nie katów. Chcą mieć także większą swobodę w korzystaniu ze swojego ekonomicznego potencjału. Chcą się więc wybić na niepodległość. Sami jednak nie są w stanie tego zrobić. Uruchomiłoby to od razu ogólnoeuropejski alarm. Muszą mieć partnera, którego potencjał pomógłbym im zyskać odpowiednie atuty. Wzrok swój skierowali na Rosję.
16
Sytuacja Rosji pod pewnymi względami przypomina sytuację Niemiec. Rosja (aka ZSRS) przegrała zimną wojnę. Przypłaciła to znaczną utratą strefy wpływów oraz terytoriów okupowanych. Bardzo boleśnie odczuła to także sowiecka gospodarka. Ogólnie upadek Sowietów postawił Rosję w niezbyt korzystnym położeniu. Lecz z kolei Rosja nie była okupowana. Nie była poddana swoistemu treningowi mentalnemu. Stąd też słowo ambiwalentny nie obejmuje w pełni stosunku do komunistycznego dziedzictwa w Rosji. Skoro więc zostali pokonani, ale nie zdruzgotani, Rosjanie uważają, że należy im się na światowej szachownicy odpowiednie dla nich miejsce. I mogą sobie pozwolić na rzeczy o jakich nie śniło się Niemcom po 1945 roku. Albo inaczej, mogą sobie pozwolić na rzeczy, o jakich Niemcy po 1945 roku mogą tylko śnić. Z drugiej zaś strony radzieckie zaszłości utrudniają im poruszanie się na scenie międzynarodowej. Rosja ma już problemy nie tylko w stosunkach z państwami zachodnimi, ale także chociażby na Kaukazie, który był jej terytorium wewnętrznym. Ostatni zjazd WNP pokazał, że postradzieckie państwa azjatyckie coraz mniej liczą się ze zdaniem Rosji. A to też może się przełożyć niekorzystnie na sytuację gospodarczą. Rosja w tym względzie jest zbyt uzależniona od surowców naturalnych, których złoża znajdują się właśnie w Azji. Światowy kryzys gospodarczy również mocno dotknął FR. Jego skutki odczuli także Niemcy. A zawirowania na rynku surowców nie pomagają „gospodarce, która ma państwo”. Ścisła współpraca gospodarcza pomiędzy tymi dwoma państwami dałaby Niemcom dostęp do ropy i gazu spoza strefy bliskowschodniej, zaś Rosjanom mogłaby pomóc zbudować w pełni nowoczesną gospodarkę. Równocześnie polityczne kontakty Berlina z Waszyngtonem mogłyby zapewnić Moskwie status mocarstwa regionalnego, zaś RFN uzyskałaby odpowiedni ciężar geopolityczny, który nie kojarzyłby się z próbą zbudowania IV Rzeszy.
17
Wielu komentatorów podkreśla, że polityka prezydenta Obamy jest zerwaniem z tym, co robił prezydent Bush. Obecny gospodarz Białego Domu stawia na soft power i dogadywanie się z sojusznikami zamiast narzucania im swojej woli. Nie do końca jest to prawda. USA od dawna wiedziały, że nie mogą samodzielnie rządzić na świecie. Po to właśnie Biały Dom organizował w ramach swych wypraw wojennych te wszystkie koalicje, strefy okupacyjne i odpowiedzialności. W wymiarze europejskim Waszyngton zapewne chciał zagrać „nową Europą”, aby uzyskać dla swoich interesów odpowiednią równowagę siły. Teraz nastąpiła korekta tych posunięć. Dyplomacja zastępuje działania militarne, bo Ameryka dostała gospodarczej zadyszki i nie może sobie pozwolić na nowe wojny. Zresztą musi zamknąć sprawy irackie i afgańskie zanim zajmie się innymi krajami. W Europie znowu się stawia na „starych, sprawdzonych graczy”. Będziemy mieć do czynienia z czymś w rodzaju systemu feudalnego, gdzie Suweren ceduje na swoich lenników część swoich uprawnień tak by oni dbali o jego interesy na danym terytorium. To jest właśnie szansa dla Niemrosji. Taki, mniej lub bardziej oficjalny konstrukt geopolityczny miałby możliwości zabezpieczać interesy USA zarówno w Europie, jak i na afgańskiej flance. Przy czym byłby bardziej dynamiczny niż powolna Unia Europejska. I w tym kontekście trzeba sobie zadać pytanie: co z tą Polską?
18
Nauka zaborów, okupacji w czasie II wojny światowej oraz PRL-u raczej zniechęca do powtarzania takich scenariuszy. Zostawi się więc tubylcom nad Wisłą atrapy ich państwowości oraz dość spore możliwości decydowania o sprawach wewnętrznych. Zneutralizuje się politykę zagraniczną, Siły Zbrojne i służby specjalne. Na Ziemiach Zachodnich może dojść do zmiany stosunków własności na korzyść Niemiec. Ale wcale tak być nie musi. Po pierwsze, jak już wspomniałem, sprawa z wypędzonymi ma posłużyć normalizacji państwa (gospodarki) niemieckiej. Po drugie, nie wiadomo czy waszyngtoński suweren zgodzi się na „karmienie niemieckiej gęsi polskim zbożem”. Nawet jeśliby to jednak nastąpiło, Niemcy musieliby zachowywać się porządnie by nie psuć sobie swoich interesów. Wbrew obawom co niektórych panów dziennikarzy nie nastąpiłaby jakaś technologiczna izolacja Polski. Być może nawet rosyjscy towarzysze pomogliby nam zbudować elektrownię atomową. I to wcale nie jakiś rzęch a`la Czarnobyl. W końcu te wszystkie inwestycje, jakie zostaną u nas zrobione muszą mieć źródło zasilania. Zresztą, jeżeli Niemcom uda się przejąć polską energetykę to już oni o to zadbają. Dziś rzecz nie tyczy się fizycznej strony rozwoju technologicznego, lecz jego bardziej niematerialnej strony. Chodzi o informację i pomysły. Pod tym względem Polacy zostaną zepchnięci do roli podwykonawców. Będziemy mieli też do czynienia z bardziej intensywnym drenażem mózgów. Ale za to będziemy mieli zdobycze terytorialne na Wschodzie. Na nasze nieszczęście.
19
Mają rację ci, którzy uważają sprawę Ukrainy za bardzo znaczącą dla Rzeczpospolitej. Ale jest ona nie mniej ważna dla Rosji. Istnienie niepodległej Ukrainy stawia bowiem temu państwu fundamentalne pytania tyczące się nie tylko spraw geopolitycznych, ale i samego sensu istnienia Rosji. Skoro bowiem Kijów, matka miast ruskich nie leży w granicach FR, to jaki jest status Moskwy? A może Patriarchat Moskiewski ma niższą rangę niż Kijowski? A jeżeli Ukraińcy są odrębnym narodem to jaka jest tożsamość Rosjan? Dopóki istnieje Ukraina dopóty te niepokojące kwestie będą wisieć nad Rosją niczym miecz Damoklesa. Zaś kwestie strategiczne i gospodarcze przyspieszą tylko starania do „ostatecznego rozwiązania sprawy ukraińskiej”. Federacja Rosyjska nie będzie mogła sobie jednak pozwolić na samodzielne wchłonięcie Małej Rusi. Mogłoby to wywołać niepotrzebny jej ferment na obszarze postsowieckim oraz dostarczyć argumentów przeciwnikom w Europie. Będę potrzebowali „wspólnika w zbrodni” z UE. Cichym udziałowcem będą oczywiście Niemcy, bezpośrednim wykonawcą Polska. Dostaniemy oczywiście zachodnią Ukrainę, bastion upowskiego nacjonalizmu. Dziedzice Bandery znowu zakrzykną „Smert’ Lacham!”, a doświadczenie, jakie WP zdobyło w czasie misji w Iraku i Afganistanie przyda się na terytorium Rzeczpospolitej. Znowu, jak za dawnych czasów będziemy się rżnąć a korzystać na tym będą zewnętrzne potęgi.
cdn
Mojemu Przyjacielowi Studycie dziękuję za pomoc przy redakcji tego wpisu.
Link 14.10.2009 :: 15:50 Komentuj (4)
Wrześniowe refleksje w październiku, cześć 2
5
Jaki był sens geopolityczny II RP? Była narzędziem służącym do destrukcji państwa Habsburgów i Cesarstwa Niemieckiego. Elementem zaprowadzania europejskiego porządku. Kiedy ten ład runął wyrzuconą ją przy okazji używając jej obywateli do zniszczenia III Rzeszy. Co by jednak nie mówić II RP miała elitę polityczną, w której skład wchodzili ludzie różnych opcji, której celem było uczynienie z Rzeczpospolitej podmiotu a nie przedmiotu polityki międzynarodowej. Jednak niestety przegrali oni swoją walkę.
6
Jaki był sens geopolityczny PRL? Był narzędziem służącym ekspansji ZSRS na Zachód. Tak jak Niemcy chcieli użyć Polski, jako korytarza by zaatakować Sowiety, tak Kreml planował użyć ziem polskich do ataku na państwa NATO. Jeszcze dziś patrząc na dyslokację Polskich Sił Zbrojnych można z grubsza określić jak miały wyglądać kierunki ataku LWP. (Taka mała ciekawostka: na terenie mojej Włości były zmagazynowane rakiety typu Scud zdolne do przenoszenia głowic jądrowych.)Żeby polscy buntownicy nie robili dywersji na tyłach trzeba było jakoś spacyfikować Polaków. Wymyślono, więc Polską Rzeczpospolitą Ludową. Towarzysze z Moskwy dbali by z jednej strony władzę nad Polakami dzierżyli lojalni namiestnicy, lecz z drugiej strony by nadwiślański kraj miał tyle elementów narodowych by jego mieszkańcy mogli żyć w przeświadczeniu, że są obywatelami wolnego państwa. Kiedy u zarania Ludowej zjawili się u Stalina polscy kolaboranci by mu przedstawić do zaakceptowania nowy hymn i nowe godło socjalistycznego kraju komunistyczny samodzierżawca zdecydowanym tonem oświadczył, że orzeł to charoszaja ptica a Mazurek Dąbrowskiego charoszaja piesnia. Jednak to nie wystarczyło. Działały w tej sprawie zarówno immanentne słabości systemu komunistycznego jak i pamięć historyczna Polaków. W związku z tym swój geopolityczny pomysł na PRL miał też Waszyngton. Polska opozycja antykomunistyczna była jednym z tych elementów, dzięki któremu udało się zdestabilizować i pokonać w zimnej wojnie blok komunistyczny. Choć oczywiście nie był to jedyny czynnik użyty przez Imperium zza Oceanu.
7
Jaki jest sens geopolityczny III RP?
8
Po 1989 roku w Polsce powszechnie zapanowało przekonanie, że integracja z NATO i UE automatycznie zapewni bezpieczeństwo RP i to na wiele pokoleń. Prawdę mówiąc odnoszę wrażenie, że w kraju nad Wisłą zatryumfowała wizja końca historii. Wraz z naszym wejściem do struktur zachodnich miały się skończyć nasze problemy i ktoś inny a nie my miał zadbać by nie powtórzyła się tragedia z 1939. W takim zresztą paradygmacie zostało wygłoszone przemówienie premiera Tuska do weteranów kampanii wrześniowej. Jeden z naczelnych polityków polskich za główne i podstawowe zadanie swoje i innych polityków uznał uzyskanie takich sojuszy, które zabezpieczą byt RP. Tymczasem lekcja września brzmi, że nikt nie może nas zastąpić w dbaniu o naszą suwerenność. My tymczasem oddaliśmy to zadanie innym. Nawet nasza polityka wschodnia była robiona w celu zapewnienia sobie odpowiedniego miejsca w NATO i UE. Sens geopolityczny trwania państwa polskiego w takiej sytuacji znowu jest zależny od interesu podmiotów zewnętrznych. .
9
Ostatnio pojawiły się w prasie polskiej publikacje zrywające z mirażem końca historii i próbujące w realistyczny sposób ocenić polskie położenie geopolityczne. Jednym z tekstów z tego nurtu był autorstwa Rafała A Ziemkiewicza. Znany pisarz i publicysta dość ostro zdiagnozował niemoc polskiej polityki zagranicznej. Wskazał także drogę wyjścia z impasu i polityka, który ową drogę również wskazuje. Tym politykiem jest obecny minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Według obu panów RP powinna zostać nowoczesnym państwem narodowym. Powinna porzucić swoją politykę zagraniczną opartą o ideę jagiellońską, a musi oprzeć ją na sojuszu z UE, a konkretniej z Niemcami. O ile mogę się zgodzić z miażdżącą oceną działalności naszego państwa o tyle wnioski wysuwane przez tych dwóch panów uważam za mylne. Oparte są one przede wszystkim na dwóch fałszywych przesłankach. Pierwszą omówię szerzej w dalszej części. Teraz napiszę jedynie, że polega ona na udzielaniu odpowiedzi na pytanie z 1939 roku w 2009 roku. Druga jest fałszywa przez swą oczywistość. Otóż w swoich rozważaniach geopolitycznych obydwaj panowie uważają za fakt podstawowy, że Polska graniczy z Niemcami i Rosją. I to jest błąd.
10
Jeden rzut oka na mapę sprawia, że prawie każdy powie mi, że piszę tu jakoweś farmazony. Sęk w tym, że obecnie chcemy tego czy nie mamy spojrzenie na państwo, które możemy określić nacjonalistycznym. Tymczasem taki narodowy punkt czasami więcej zaciemnia niż rozjaśnia. Przecież historia Rzeczpospolitej to nie jest historia etnosu polskiego. Tak samo a nawet i bardziej jest z naszymi sąsiadami. Przyjrzyjmy się, zatem im uważnie przyjmując swego rodzaju a-historyczny punkt widzenia.
Rzeczpospolita od zachodu graniczy ze Świętym Cesarstwem Rzymskim. I proszę nie dodawać „Narodu Niemieckiego”. Ten dodatek nigdy nie pojawił się w oficjalnej nazwie tego państwa. Choć rzeczywiście zasięg terytorialny obejmował przede wszystkim tereny dzisiejszych Niemiec oraz Austrii. Ale składowymi Rzeszy były też Czechy, Słowacja, Śląsk i Pomorze Zachodnie.
Od wschodu sąsiadem zaś jest Cesarstwo Rosyjskie. Poprzez religię oraz symbolikę owo imperium uważało się za dziedzica Bizancjum, czyli Cesarstwa Rzymian.
Rzeczpospolita, więc znajduje się pomiędzy dwoma państwami, które uznają siebie za spadkobierców Imperium Rzymian, czyli uniwersalnego projektu politycznego, które ze swej definicji powinien obejmować całą Europę a nawet świat. Jest również jeszcze jedna wspólna cecha łącząca państwo wschodnie i zachodnie. Legalność ich dziedziczenia jest wielce wątpliwa.
11
W tym miejscu jak najbardziej mogą się pojawić okrzyki, że wypisuję jawne bzdury. Rosja, co prawda odwołuje się dziś do pewnych elementów tradycji carskiej, ale przeorana przez komunizm jest państwem, które lubi podkreślać swój modernistyczny charakter. A tym bardziej Niemcy, których politycy lubują się w odmienianiu na wszelkie możliwe sposoby słowa „demokracja”. W żaden sposób nie można uznać tych państw za inkarnacje przed-nowożytnego imperium. Ba, przecież, jeśli chodzi o zachodniego sąsiada to zarówno II Rzesza różniła się zdecydowanie od trzeciej, a obydwie miały zupełnie inny charakter niż pierwsza. O czym więc tu mówimy? Mówimy o kulturze politycznej, jako pewnym dziedzictwie przekazywanym z pokolenia na pokolenie. Pewne jego elementy są zagubione a inne zaś odrzucane. Ale pewien ogólny charakter, pewien styl zostaje. W przypadku Rosji i Niemiec jest to przeświadczenie o tym, że dane państwo ma do odegrania na polityczno-historycznej scenie ważną rolę. Możemy mówić wręcz o dziejowej misji. To zaś łączy się z różnorakimi uniwersalistycznymi projektami politycznymi. Co prawda jak pokazuje historia owe uniwersalia przegrywały czasami z bardzo przyziemnymi lokalnymi uwarunkowaniami. Ale jak złota nić przewijają się w ciągu dziejów zmieniając swój charakter z teologicznego na humanistyczny i naukowy.
12
W takim kontekście można mówić o geniuszu politycznym dawnej Rzeczpospolitej. Naród polityczny ją tworzący odwoływał się, bowiem do dwóch wzorców: Sarmatów i Rzymu republikańskiego. Co prawda rzymskość cesarza i zachodniego i wschodniego była więcej niż problematyczna, ale trafnym było odwołanie się do innego segmentu imperialnej tradycji. Z jednej strony stawiało to Rzeczpospolitą na tym samym podłożu cywilizacyjnym, co sąsiedzi, zaś z drugiej odróżniało ich. Również tradycyjny etos republikański jest nie do przecenienia, jeśli chodzi o budowanie państwa. Zwłaszcza w starciu z państwami, które mają ewidentne tendencje do centralizacji oraz depolityzacji swoich obywateli. Ów antyczny etos jest zapewne jednym z powodów upartego trwania narodu i państwa polskiego. Sarmaci byli przeciwnikami Rzymu. Myślę jednak, że nie z tego powodu brać szlachecka poczuwała się do powinowactwa z stepowymi wojownikami. Muszę tutaj zaznaczyć, że jestem zwolennikiem tezy o sarmackim pochodzeniu Polaków. Uważam, więc ów wybór przede wszystkim za zew krwi. Ale także Sarmaci byli tym ludem, który miał bardzo znaczący wpływ na rozwój rzymskiej wojskowości. Kawaleria późnego imperium była w dużej części oparta o sarmackie wzorce. A co za tym idzie nasi stepowi przodkowie mieli duży wpływ na kształtowanie się europejskiego rycerstwa. Można, więc rzec trochę pijarowsko: Rzeczpospolita- inny wymiar Imperium.
cdn
Link 09.10.2009 :: 12:31 Komentuj (1)
Nobel dla starej kokoty
W dniu 9 października 2009 roku Pokojową Nagrodę Nobla dostał prezydent USA Barack Obama. Wielu komentatorów wyraża zdziwienie tą nagrodą. Tymczasem w całej tej sprawie należy się mniej przyglądać laureatowi a Europie. Tak naprawdę Obama nie dostał Nobla. W ten sposób Stary Kontynent uhonorował swoje marzenia i nadzieje. Marzenia o „świętym” spokoju i beztroskiej konsumpcji, o końcu historii, oraz nadzieję, że przywódca USA zapewni to wszystko spragnionym tego Europejczykom.
W takich chwilach nie można powiedzieć, że Europa pięknie się starzeje. Raczej, że przypomina starą kokotę.
Link 05.10.2009 :: 14:51 Komentuj (0)
Wrześniowe refleksje w październiku, część 1.
1
Nasze widzenie wojny obronnej 1939 jest w większości pochodną tego jak na tę sprawę zapatrywały się dwie ideologie fundamentalnej i forsownej modernizacji Polski, czyli komunizm i endecja. (Nie oznacza to, że stawiam pomiędzy tymi ugrupowaniami znak równości. To byłoby niesprawiedliwe uproszczenie.) Dogmaty, jakie wypracowały obydwa obozy da się streścić następująco: ”Polityka władz sanacyjnych była zła. Cokolwiek zrobili było złe. I w końcu nieuchronnie doprowadziło to do katastrofy 1939 roku.” Nie będę udowadniał, że było zupełnie inaczej, że we wrześniu byliśmy „silni, zwarci i gotowi”. A tylko jakiś wpływ sił wyższych lub agentury nie pozwolił rozbłysnąć geniuszowi naszych dowódców. Stan polskiego lotnictwa wojskowego, brak dobrze zorganizowanej łączności, zaniedbania w sprawie lądowej obrony Wybrzeża, oraz wiele innych błędów sprawiają, że polscy przywódcy nie mogą dostać zbyt wysokiej noty. Chciałbym jednak poruszyć pewną kwestię na temat kampanii wrześniowej i alternatyw, jakie miał do wykorzystania polski rząd i Naczelny Wódz.
2
Jednym z błędów, jakie popełniły władze polskie jest według większości krytyków bezgraniczne zaufanie wobec zachodnich aliantów, Wielkiej Brytanii i Francji. W związku z tym niektórzy formułują tezę, że należałoby za cenę pewnych ustępstw wobec III Rzeszy pójść na ugodę z Niemcami. Ewentualne zaś ubytki na granicy zachodniej miała nam zrekompensować „krucjata przeciw bolszewizmowi”, dzięki której moglibyśmy uzyskać znaczące wpływy na Wschodzie. Niewątpliwie, jak się mawia w mojej Włości, zostaliśmy wysterowani przez Anglię i Francję. Zdając sobie z tego sprawę przez dłuższy czas byłem zwolennikiem tezy, że powinniśmy przystąpić do paktu z Hitlerem. Dziś jednak już tak nie myślę. Uważam, że na ten pakt nie było szans. III Rzesza była państwem, w którym zbyt często chłodna analiza polityczno-strategiczna musiała ustępować nawet nie przed ideologią a przed irracjonalnymi mrzonkami wodza. W przypadku Polski hitlerowskie spojrzenie na nasz kraj było mieszaniną rasistowskiego podejścia do Słowian oraz przeświadczenia, że istnienie państwa polskiego jest w swej istocie wymierzone w byt Niemiec. I było to przeświadczenie oparte na jak najbardziej realnych przesłankach. Podzielali je zresztą także Niemcy, którzy bynajmniej nie byli nazistami. Dla Hitlera nowa wojna była między innymi pomszczeniem wersalskiej niesprawiedliwości. A jednym z jej owoców była Polska. Ale nawet załóżmy, że Hitler był politykiem kierującym się przede wszystkim racją stanu a do sojuszu polsko-niemieckiego nie doszło jedynie przez tromtadrację polskich władz. To przecież taki racjonalny polityk musiałby wiedzieć, że w starciu z ZSRS Stalin może się posłużyć narodowymi antagonizmami. Dlatego musiałby obiecać coś Ukraińcom, Litwinom i Białorusinom w zamian za pomoc w walce z komunizmem. A czyim kosztem miałoby się to odbyć? Polska bez Kresów Wschodnich, bez Pomorza Gdańskiego i Górnego Śląska, nawet, jeśli zostawiono by Wielkopolskę, byłaby terytorialnie podobna do Generalnego Gubernatorstwa. Rzeczpospolita stała na straconym posterunku. Gdyby wojna miała ograniczyć się tylko do sprawy polskiej to skończyłaby się w 1939 roku. Hitler przeczuwał, a może i nawet wiedział, że istnieje ogólnoeuropejskie przyzwolenie na rozbiór RP.
3
Polska po rozbiorach nie odzyskała niepodległości nie z powodu geniuszu Romana Dmowskiego czy Józefa Piłsudskiego, ani także z powodu ofiarności i męstwa Polaków. Polska powstała, ponieważ przywrócenie jej na mapę Europy było wolą zwycięskich mocarstw. Było to zaś element rozbicia Austro-Węgier oraz pognębienia Niemiec. Od początku Rzeczpospolita była traktowana instrumentalnie. Nie było natomiast zgody, co do tego, czemu ten instrument miałby bardziej służyć. Być jednym z elementów kagańca narzuconego Niemcom czy pełnić rolę bufora pomiędzy Zachodem a Rosją. Jedynie, co sobie Polacy sami wywalczyli to granice. Jednak i one nie były uważane za coś stałego. Politycy brytyjscy uważali, że Niemcy ani Rosjanie nie pogodzą się ze swoimi stratami na rzecz Polski. Zresztą stosunek, jaki mieli do nas nasi zachodni alianci ewidentnie pokazuje to, co zrobili w sprawie polskiej w 1939 roku. Kiedy Naczelny Wódz i władze cywilne znalazły się w Rumunii, to na mocy konwencji haskiej i porozumienia polsko-rumuńskiego mieli mieć zagwarantowany swobodny przejazd do Francji. Kto naciskał na władze rumuńskie by internowały Polaków? III Rzesza, ZSRS oraz, co za zaskoczenie (!), nasz sojusznik Francja. I także pod naciskiem Paryża prezydentem nie został Wieniawa-Długoszowski a prominentną postacią, premierem i Naczelnym Wodzem, w nowym polskim rządzie została osoba, która być może była francuskim szpiegiem, generał Władysław Sikorski. Zaś w październiku 1939 roku rząd brytyjski powiadomił rząd RP, że Zjednoczone Królestwo nie będzie w jakikolwiek sposób wpływać na Rosjan by wycofali się z zajętych we wrześniu terytoriów. Można wnioskować, że stanowisko rządu francuskiego było analogiczne do tego przyjętego przez Londyn. Czyli tak naprawdę Jałta nie była dla naszych polityków żadnym zaskoczeniem. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że tak zwany Rząd RP na uchodźstwie był farsą odgrywaną by rzesze polskich lancknechtów miały wrażenie, że przelewają krew dla wolności Rzeczpospolitej a nie dla geopolitycznych interesów zachodnich mocarstw. Funkcjonalnie to rząd londyński spełniał taką samą rolę jak Związek Patriotów Polskich w ZSRS. Nie za bardzo, więc można mówić o zdradzie jałtańskiej, bo jak można zdradzić przedmiot, który się używa do jakiś tam celów?
4
Polska mogła ocaleć w 1939 roku nie poprzez zawarcie takich a nie innych sojuszy. Manewry dyplomatyczne tak czy inaczej sprowadzały nas do roli, jaką odgrywał PRL. Jedynym wyjściem było uzyskanie wcześniej odpowiedniego ciężaru geopolitycznego. Większa terytorialnie, mocniejsza militarnie i gospodarczo Rzeczpospolita mogłaby dyktować warunki ewentualnych sojuszy. To, że się tak nie stało nie jest jedynie winą ekipy sanacyjnej, ale wszystkich partii politycznych. Mrzonki o „silnym państwie narodowym”, jakie zainfekowały wiele umysłów nie pozwoliły zobaczyć, że zbliża się (ponownie) czas polityki Wielkich Przestrzeni. W takim położeniu geopolitycznym RP albo sama nabierze imperialnego rozmachu albo będzie pionkiem przesuwanym na szachownicy przez innych.
cdn


