anarcha
at ownlog '06
Link 27.06.2008 :: 21:51 Komentuj (8)
Serce ma swoje racje, których rozum nie zna.
Blaise Pascal

Człowiek nie jest istotą racjonalną. Nawet wyznawcy kultu Rozumu i Nauki nie posługują się czystym rozumowaniem. Wszyscy zależymy od naszych marzeń, snów, pragnień i emocji. Dlatego nie za bardzo wierzę w to, że uda się kogoś przekonać na drodze racjonalnej argumentacji do całości swoich sądów. Wola mocy może ze wzgardą odrzucić to, co "misjonarz" uzna za wielce logiczny i spójnie racjonalny zestaw argumentów. Przykład własnego życia, romantyczny gest, bohaterski czyn ważą więcej niż wszelkiego rodzaju rozumowo wyspekulowane apologie. Nie da się przekonać można, co najwyżej zaprosić.

Link 15.05.2008 :: 12:37 Komentuj (14)
"W średniowieczu to gibelini byli inteligentnymi obrońcami papiestwa."
Nicolas Gomez Davila



W średniowiecznych sporach pomiędzy papiestwem a cesarstwem współcześni katolicy zwykle instynktownie „wybierają” stronę papieską. W Polsce na dodatek nakłada się na to historia animozji polsko-niemieckich, co sprawia, że w średniowiecznych Pontifeksach widzimy prefigurację Jana Pawła II a w cesarzach „WujkaSamoZło Adolfa”. Konflikt ten jest przedstawiany, jako starcie władzy świeckiej chcącej narzucić Kościołowi swoją zwierzchność. (Z laickiego punktu widzenia, to starcie jest przykładem na złowrogie machinacje Kościoła chcącego zaprowadzić w Europie teokrację.) Pojawiają się nawet twierdzenia, że średniowieczni cesarze chcieli restaurować przedchrześcijańską instytucję króla-kapłana. Istnieją przesłanki do takich twierdzeń. Kiedy chrześcijaństwo osiągnęło sukces w Imperium Romanum nierzadko rządzący byli propagatorami różnorakich herezji i używali do tego aparatu państwowego. Nie mówiąc już o przypadku Juliana Apostaty dążącego do restauracji dawnych wierzeń. Kościół wtedy sprzeciwiał się imperatorom w imię obrony Wiary. Podobnie rzecz miała się dziać w Średniowieczu. Myślę jednak, że warto na owe konflikty spojrzeć z trochę innej perspektywy.
Tym, co z perspektywy metapolitycznej szczególnie jest interesujące w sporze pomiędzy władzą kościelną a świecką to problem legitymizacji. W klasycznej myśli chrześcijańskiej Kościół i Cesarstwo były dwoma Słońcami lub Mieczami Ekumeny. W tytulaturze cesarzy rzymskich (bizantyjskich) pojawia się tytuł „równy Apostołom”. Władca był jakby „biskupem zewnętrznym”. Na Zachodzie rytuał konsekracji królewskiej był podobny do konsekracji kapłańskiej. Wskazywało to na fakt, że każda władza pochodzi od Boga. Ale ukazywało także, że władza świecka posiada swoją specyficzną sakralność, która jest zapośredniczona bezpośrednio w świętości Najwyższego Króla. Konflikt pomiędzy Papiestwem a Cesarstwem wprowadza nowy pogląd na charakter władzy świeckiej. Oto jak głoszą zwolennicy papieży władza świecka sama z siebie nie ma żadnej sakralności a otrzymuje ją od Kościoła. I do biskupów, a w szczególności, Papieża zależy legitymizacja władzy królewskiej. Najdobitniej ten pogląd wyraził, uczeń świętego Tomasza z Akwinu, Idzi Rzymianin. W jego koncepcji, choć podkreśla się autonomię władzy politycznej i kościelnej tak naprawdę ona zanika. Z woli Boga suwerenną władzę nad ziemskim globem sprawuje Papież. Władcy świeccy są tylko osobami, którym patriarcha Rzymu zlecił sprawowanie władzy na danym terenie. Papież stoi nad prawem świeckim i może zdjąć każdego władcę z jego tronu. Nie tylko wtedy, kiedy panujący będzie sprzeciwiał się Ortodoksji, ale także wtedy, gdy Pontifex uzna, że w niewystarczający sposób spełnia swoje obowiązki. (Prawdę mówiąc bardziej niż poczynania Hohenstaufów właśnie koncepcja Idziego Rzymianina wygląda mi na starania o przywrócenie przedchrześcijańskiej instytucji króla-kapłana.)
Jeżeli chodzi o aspekt polityczno-militarny sporu pomiędzy Kościołem a Pałacem, to bywał on bardzo różny. Jednak można rzec, że na polu intelektualnym stronnictwo kapłańskie odniosło znaczący sukces. Udało się przeforsować przeświadczenie, że władza świecka nie posiada swojej własnej specyficznej sakralności, że musi ona ją otrzymać od Kościoła. Nic, więc dziwnego, że począwszy od Marsyliusza z Padwy pojawiają się myśliciele polityczni, którzy usiłują opracować legitymizację władzy pozbawioną odwołań sakralnych w celu obrony autonomii polityki. Skutkuje to jednak tym, że w końcu zwycięża przekonanie, że sfera polityczna jest w ogóle niezależna od religii. Czego smutne konsekwencje poniósł Kościół w wyniku szeregu rewolucji.
Wybitny filozof katolicki Tomasz Molnar przenikliwie zauważył, że chrześcijaństwo w walce z światopoglądem pogańskim wyhodowało wirusa sekularyzacji, który potem obrócił się przeciwko Kościołowi. Sprawa legitymizacji władzy jest jednym z smutnych dowodów na prawdziwość tej tezy.


Link 19.02.2008 :: 13:13 Komentuj (7)
Kosowo- prawdziwy koniec układu jałtańskiego

"Ruchy tektoniczne”, które spowodowały rozpad układu stworzonego przez kongres wiedeński zaczęły się na Bałkanach, od zabójstwa arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Oczywiście zamach w Sarajewie nie był punktem zero, od którego to się zaczęło. Był on wynikiem innych wydarzeń. Można by rzec, że stał się katalizatorem przyspieszającym nieuchronne starcie. Obserwując wczoraj to, co się działo w Kosowie pomyślałem sobie, że może właśnie dopiero teraz kończy się układ jałtański i nadchodzi nowe rozdanie. Mieliśmy, co prawda upadek ZSRS, wojny w Jugosławii, rozpad Czechosłowacji i zjednoczenie Niemiec. Ale oto na naszych oczach powstaje nowe państwo ewidentnie łamiące dotychczasowe ustalenia terytorialne. Na dodatek jego rządowi marzy się Wielka Albania, co bezpośrednio zagraża obecnie Macedonii (na jej terenie już działają oddziały UCK). W dalszej kolejności może to zagrozić innym państwom bałkańskim. Dla całej Europy groźny może być "koncert mniejszości”, jaki może wywołać secesja Kosowa. Nie należy także zapominać o albańskiej mafii i białej Al-Kaidzie. Europa na własne życzenie dorobiła się sporego problemu. Jan Emil Skiwski w "To, o czym się nie mówi" stwierdził, że ten, kto popiera zasadę "samostanowienia narodów" ten działa na korzyść imperializmu anglosaskiego. Kłopoty Europy są na rękę USA. Kontynent musi być na tyle zjednoczony by być wygodnym instrumentem dla polityki waszyngtońskiej, ale nie na tyle zjednoczony by stanowić inny biegun siły w obecnym świecie. Niepodległe Kosowo to jeden z elementów w przeszkodzeniu Europie w wybiciu się na niepodległość. (Warto też zauważyć, że prezydent Bush ogłaszając poparcie dla niepodległości Kosowa równocześnie zapewnił Serbów, że USA będą dbały o ich interesy w nowym państwie. Divide et impera. Serbowie się przydadzą gdyby Kosowarzy chcieli się postawić swoim zaoceanicznym protektorom.)
Jak będzie to pokażą najbliższe miesiące i lata. W każdym razie historia się nie skończyła. Klio zaczęła pisać nowy rozdział.

Imperium

W związku z sprawą Kosowa nasunęła mi się także inna analogia historyczna (by nie rzec metahistoryczna). Co prawda każde wydarzenie jest specyficznym pytaniem, które domaga się specyficznej odpowiedzi, więc należy być ostrożny z porównaniami. Wszak nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.
Niepodległość Kosowa jest jednym z elementów polityki imperialnej USA. To nie tylko pokazanie, kto jest współczesnym Suwerenem. Ostatnio Rosja nasiliła swoją ekonomiczną obecność na Bałkanach, a konkretnie w Bułgarii. Destabilizacja regionu może skutecznie zaszkodzić rosyjskim inwestycją a ponadto wbić klin pomiędzy UE a Rosję. Większość państw Unii uznaje „państwo” Kosowarów, co może stać się źródłem niezgody z odrzucającymi ją Rosjanami. Równocześnie w samej Unii nie ma zgody w sprawie Kosowa. Tak, więc bałkański konflikt okazuje się piachem sypanym w mechanizm europejskiej jedności. Oto divide et impera w pełnym zastosowaniu.
To nasuwa wielu osobom porównanie USA do Imperium Romanum. Takie analogie formułuje się już od dłuższego czasu. Wydaje mi się jednak, że Amerykę zasadniej można by porównać do innego imperium i to takiego, które narodziło się na Bałkanach. Myślę o Imperium Macedońskim. Rzymianie starali się włączać podbite prowincje do Imperium, wprowadzali swoją administrację a niektórych prowincjuszy obdarzali godnością obywatela Rzymu. Macedończycy (zwłaszcza za czasów Filipa II) nie narzucali swojej bezpośredniej władzy. Władca Macedonii był hegemonem, który organizował greckie polis do różnych przedsięwzięć politycznych za pomocą Związku Hellenów. Legitymizacją jego władzy było przede wszystkim stawienie czoła barbarzyńcom, czyli Persji. Tak jak teraz USA, które przewodzi „wolnemu światowi” w walce z barbarzyńcami (komunizm, panislamizm) organizując go w przeróżnych związkach, jak chociażby NATO. Kiedy hegemonia Macedonii wyszła po za Bałkany ważną rolę zaczęła odgrywać kultura hellenistyczna spajająca różnorakie terytoria. Tak samo dziś kultura amerykańska staje się kodem, dzięki któremu mogą nawiązać ze sobą kontakt przedstawiciele różnych regionów świata. Imperium Macedońskie nie przetrwało długo, choć jego wpływ odczuwamy do dziś. USA kroczy nadal ku światowej dominacji. Nie wiemy, kiedy i jak zakończy się odyseja tego państwa. Klio nadal pisze nowy rozdział.


Link 01.02.2008 :: 13:52 Komentuj (0)
Sen 10

Woda cicho szumiała. W zlewie mieszała się z płynem do mycia naczyń. Obserwował jej szmaragdowe rozbłyski usiłując zapanować nad myślami. Mechanicznie zakręcił kran i zaczął wkładać naczynia do zlewu. Jednak te proste czynności nie pomogły mu zapomnieć o widzianych przed chwilą w telewizji obrazach. Zieleń wody nie wyparła czerwieni plamy, jaką zarejestrowały kamery na warszawskim chodniku. Na ten obraz zaczęły nakładać się inne wspomnienia: „To jest szansa dla nas. Możemy w końcu zrealizować to, o czym rozmawialiśmy.”; gęba prowincjonalnego cwaniaczka, która należy do jednego z czołowych przedstawicieli bardzo ważnej partii politycznej i wydobywające się z niej słowa- „Należy uważniej się przyjrzeć działalności Wydziału Geopolitycznego MSZ. Chcemy by Polska była kojarzona w świecie z przestrzeganiem demokratycznych zasad w polityce wewnętrznej i zagranicznej a nie z politycznym piractwem.”; „Hej, Kaukaz jest piękny. Szkoda, że Cię tu nie ma. Napisz, co tam u Ciebie. A może tak przyjechałbyś do Warszawy?”; „W rosyjskich mediach pojawiły się oskarżenia, że ostatnie wydarzenia na Zakaukaziu były inspirowane przez amerykańskie i polskie tajne służby. W tym kontekście pisze się także o działalności Wydziału Geopolitycznego polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.”; ulica gdzieś w jakimś egzotycznym mieście, filmowana z wolnej ręki, obraz chwieje się w rytm wystrzałów broni maszynowej i huku pocisków; „Tiaa, ujadają i co z tego? Ja się tym nie przejmuję. Przyjedź do Warszawy to pogadamy o tym, bo to nie jest rozmowa na telefon.”; „Panie redaktorze, czy my naprawdę potrzebujemy takich pirackich metod w polityce zagranicznej. Czy nam to przynosi korzyść? Podobno w FSB powstała komórka, której zadaniem jest rozpracowanie Wydziału Geopolitycznego polskiego MSZ. W kontekście stosunków polsko-rosyjskich to nie jest dobra wiadomość. Powinniśmy być bardziej mediacyjni.”; promienie słońca rozbłyskujące w kuflach piwa i serdeczny śmiech „Zawsze mówiłeś, że mam zadatki na to by zostać polskim Foccartem. No to teraz robię wszystko by zasłużyć na Twoją opinię.”; „Dziś w godzinach porannych w Warszawie doszło do zamachu na…”
Kolejne umyte naczynia odstawiał na suszarkę a obrazy z jego głowy nie chciały odejść. Był tu, cały i żywy. Przed nim jeszcze być może wiele dni życia, którymi będzie mógł się cieszyć. Czyli, że dobrze wybrał, coś tak szeptało mu w wewnątrz, wybrał życie takie realne i proste a nie jakieś niebezpieczne iluzje. Ale spoza tych obrazów i tego głosu przebijało się smutne przekonanie, że dziś na alei Szucha umarł nie tylko jego przyjaciel, ale także coś niepowtarzalnego, jakaś część jego duszy, przygoda, która była tylko jemu przeznaczona i że nie powinien być tu, ale wiele kilometrów stąd przy plamie krwi na warszawskim chodniku.


Link 24.01.2008 :: 13:23 Komentuj (1)
Pod wpływem rozmowy z Pati proponuję następujące uzupełnienie w definicji wroga zaproponowanej przez Carla Schmitta:
"Wróg polityczny definiowany powinien być wyłącznie przez pryzmat sprzeczności interesów politycznych, nie ma tu miejsca na wartościowania odwołujące się do innych sfer (ekonomii, estetyki, moralności etc.). Wróg polityczny nie musi być ekonomicznym konkurentem, nie musi być odrażający pod względem estetycznym ani wyznawać innego systemu wartości, ani też być chory psychicznie."

Link 22.01.2008 :: 12:53 Komentuj (18)
Postmodernizm
W latach dziewięćdziesiątych zeszłego wieku modną i szeroko dyskutowaną filozofią był postmodernizm. Myśliciele związani z tą szkołą myślenia głosili „śmierć wielkich narracji”. Oto już żaden system, metafizyczny czy racjonalny, nie organizuje życia współczesnym ludziom. Projekty przebudowy społeczeństwa straciły swoją energię. Nie ma, więc jednego sytemu, który narzucałby ludziom jak mają żyć. Zamiast panowania jednej prawdy powinna nastać polifonia prawd.
W polskich mediach spór, jaki rozpętał się wokół postmodernizmu był przedstawiany, jako kolejne starcie konserwatystów z obozem postępu. Była to jednak swego rodzaju kreacja. W tych czasach studiowałem filozofię i doskonale pamiętam, że jednymi z najzacieklejszych krytyków postmodernizmu byli moi wykładowcy o poglądach liberalnych lub lewicowych, którzy powtarzali nam: „postmodernizm nie ma racji, filozofia racjonalistyczna się nie skończyła”. Na Zachodzie jednym z najzacieklejszych adwersarzy nowej filozofii był zaś Jürgen Habermas, kontynuator Szkoły Frankfurckiej głoszący, że „Oświecenie to niedokończony projekt”. Równocześnie zwolennikami postmodernizmu okazali się przedstawiciele Nowej Prawicy. Czyli obraz tego filozoficznego sporu nie wyglądał tak jak usiłowała to przedstawić „Gazeta Wyborcza” na spółkę z „Naszym Dziennikiem”.
Co nam zostało z tamtego czasu? Polifonia prawd i rozkwit alternatywnych sposobów życia nadal są jedynie postulatem. Z jednej strony mamy wciąż potężniejącą metanarrację konsumpcjonizmu, z drugiej zaś podnosi swój łeb scjentystyczna religia (nie mylić ze scjentologią). Równocześnie pewne elementy postmodernizmu chcą się przekształcić w swoją specyficzną wielką narrację. W jej ramach wszyscy mielibyśmy być ironicznymi sceptykami, którzy dokonują dekonstrukcji wszelkich poglądów, jakie napotykają na swojej drodze życia.
Z mojej ekscentrycznej ciemnogrodzkiej perspektywy postmodernizm potrzebuje drugiego oddechu. Nie uśmiecha mi się maszerowanie równym krokiem do supermarketu ani życie w społeczeństwie zorganizowanym według wskazówek różnych panów Dawkinsów. Przyjmuję także do wiadomości fakt, że oś czasu się przesunęła i niemożliwy jest powrót do Starego Ładu. Dziś bycie tradycjonalistą jest także wyborem jednostki a nie kwestią dziedziczenia pewnej kultury. Trzeba, więc mocniej postawić postulat wielości równorzędnych sposobów życia. Zerwać z mitem jedności społecznej. Oczywiście nie będzie to łatwe. Zarówno prawica w imię mitu „jedności narodowej” jak i lewica w imię mitu „jedności humanistycznej” będą zwalczać tego rodzaju postulaty. Jednak różnice ideologiczne się pogłębiają a obecny stan panowania consensusu nie będzie trwał wiecznie.

Więcej i lepiej o postmodernizmie możecie przeczytać w artykule
Aleksandra Dugina "Post modernizm?"



Link 10.01.2008 :: 13:47 Komentuj (0)
Intelektualiści którzy nie lubią Polski
Jest w naszym kraju pewna specyficzna grupa intelektualistów. Nie bardzo lubią Polskę i jej historię. Choć werbalnie zapewniają, że jej dobro leży im na sercu. Czytając ich teksty widać gdzie leży ich mentalna ojczyzna. To Francja. Piszą książki na temat francuskiej myśli politycznej i historii. To z tego kraju pochodzą myśliciele, którzy mieli największy wpływ na ich światoobraz. Inni najchętniej cytowani i czytani pisarze pochodzą z krajów romańskich- Hiszpania, Włochy. Z chęcią powołują się na polskich myślicieli, którzy mieli bardzo krytyczny stosunek do naszej historii. Jakby kontynuując takie podejście o obecnej Polsce bohaterowie tego wpisu piszą zwykle negatywnie. Bardzo im się nie podoba to co się teraz dzieje. Owi intelektualiści mają swój klub gdzie organizują swoją działalność i prowadzą intelektualne dysputy. Ma on bardzo dostojną nazwę:
Klub Zachowawczo-Monarchistyczny


Link 24.12.2007 :: 11:23 Komentuj (2)
Niepoprawny wpis Bożonarodzeniowy

Choinka
Jest to nieodłączny element Świąt Bożego Narodzenia. W moim domu stoi sztuczna choinka. Za młodych lat razem z moim Bratem namawialiśmy Rodziców by była to tak zwana choinka żywa. Takie drzewko, jak mawiano wokoło, dopiero nadaje odpowiedni klimat świąteczny. W końcu doczekaliśmy się takowej. Jako, że zawsze zajmowałem się przystrajaniem i wtedy podjąłem się tego zadania. I pojawił się problem. Coś, co szło mi sprawnie i przyjemnie zajęło mi więcej czasu i już nie było takie wesołe. „Igły” sztucznej to nie to samo, co igły prawdziwej. Po tej choince sprzątaliśmy jeszcze tydzień po tym jak znikła z naszego mieszkania. Od tamtej pory przestaliśmy się upominać o naturalne drzewko. Możecie sobie mówić, że to obciach albo, że to nie jest tradycyjne, ale ja tam wolę choinkę z tworzywa sztucznego. Żywe niech będą żywe i rosną w lesie.

Neutralne życzenia
Nie rozumiem tej całej hecy z neutralnymi życzeniami z okazji Świąt Bożego Narodzenia. To znaczy rozumiem, że ktoś tego samego dnia albo w bliskich okolicach czasowych świętuje coś innego- Sol Invictus, urodziny Mitry, Yule, Chanuka. Takiej osobie mogę złożyć życzenia, żeby jej święta były wesołe i żeby je wspaniale przeżyła. Ale idei tzw. „sezonowych życzeń” nie rozumiem. Nie można świętować neutralnych dni. Z jakiejś przyczyny są one wyróżnione. Święta bez swojej zawartości metafizycznej tracą sens. Choinka przestaje być Drzewem Życia, fragmentem Raju, Axis Mundi i staje się kiczowatą ozdobą; prezenty i świąteczne dania przestają być antycypacją Uczty Eschatologicznej a stają się kolejnym elementem rocznej konsumpcji. Albo coś świętujesz albo daj sobie spokój z nędznymi protezami. Żeby było jasne nie wymagam od nikogo by podzielał wiarę katolicką (czy inną). Chodzi tylko o zaakceptowanie prostego faktu, że w te konkretne grudniowe dni obchodzimy pewne konkretne święto.
--------------------------------------------------------------------------

A dla was, czczących moje Imię, wzejdzie Słońce Sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach.
Księga Malachiasza 3, 20
Według Żydów 25 marca to dzień stworzenia świata. Dziewięć miesięcy później obchodzimy urodziny Słowa, przez które wszystko się stało. Z tej okazji życzę wszystkim czytelnikom mojego bloga Wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Niech Sol Iustitiae oświeca Wasze życie.