Link 13.02.2007 :: 14:46 Komentuj (8)
Wyznanie wiary (politycznej)
Jest jeden postkonserwatyzm, a Tomasz Gabiś jest jego prorokiem.
Czy Reichstag płonie?
Guy Debord, lider Międzynarodówki Sytuacjonistycznej, uważał, że największą ambicją Systemu jest to, żeby tajni agenci stali się rewolucjonistami a rewolucjoniści tajnymi agentami. Historia zna przypadki dość głębokiej penetracji przez służby specjalne ruchów kontestatorskich. Co ciekawe nie zawsze powodowało to spacyfikowanie działalności owych buntowników. Tak jakby ktoś, gdzieś, zza kurtyny wydarzeń podejmował decyzję o aktywizacji lub, co najmniej nie przeszkadzaniu „poprawiaczom świata”. Mogło to być też związane z postępującym paraliżem władzy, która nie mogła już podejmować nawet tych decyzji, od których zależało jej trwanie. Przy czym to drugie nie wyklucza pierwszego. Postępujący kryzys lub zażarta walka o władzę mogą powodować, że w jakimś centrum decyzyjnym zapada decyzja o zmianie układu właśnie za pomocą ruchów kontestatorskich.
Zilustrujmy to pewnym hipotetycznym przykładem. Mamy oto średniej wielkości kraj. W wyniku pewnego światowego konfliktu na dość długi czas był on uzależniony od sąsiedniego mocarstwa, które zlikwidowało jego dawne elity, narzuciło mu władze i ustrój polityczny. W wyniku przemian politycznych kraj ów wyzwolił się z owej zależności. Jednak nadal decydujący wpływ na to, co się w nim dzieje mieli ludzie powiązani w taki czy inny sposób z dawnym reżymem. Mogli oni nawet tworzyć ugrupowania o różnym profilu ideologicznym. Ważna jednak dla nich była obrona status quo. Jednak odejście od starego ustroju gospodarki nakazowo-rozdzielczej do gospodarki kapitalistycznej oraz pewne zachodzące na całym świecie zmiany cywilizacyjne sprawiły, że duża część społeczeństwa nie czuła się zadowolona z tej transformacji. Nałożyły się na to również coraz ostrzejsze tarcia w łonie samej elity. Sytuacja zmierza, więc w stronę poważnego kryzysu, który może nawet grozić niekontrolowanym wybuchem niezadowolenia społecznego. Co można zrobić w tej sytuacji? Hipotetyczne Centrum Decyzyjne (dalej jako HCD) podejmuje decyzję o tym, że nadszedł czas roszady w ramach warstwy politycznej. Zostają ujawnione poważne afery kompromitujące osoby związane ze światem polityki, mediów i biznesu. Główne poparcie otrzymuje partia, która była opozycyjna wobec ostatniego układu rządowego, który w powszechnej świadomości był bardzo mocno powiązany z poprzednim ustrojem. Ta formacja i jej liderzy zostali namaszczeni na nowych zarządców kraju. Co prawda prezentują się oni jako opozycja wobec dawnego reżymu i obecnego stanu rzeczy, ale podkreślają, że są „partią cywilizowaną”, co oznacza, że nie zakwestionują tak naprawdę wypracowanego wcześniej Układu. Jednak wybory parlamentarne i prezydenckie wygrywa ugrupowanie polityczne, na którego czele stoją osoby postrzegane jak fundamentalni wrogowie owego Układu, w poprzedniej i obecnej jego formie. Popierają ich środowiska skrajnie wrogie wobec elity. Czyżby, więc poczynania HCD zostały zniweczone i doszło w tym kraju do czegoś w rodzaju rewolucji? Niekoniecznie. Otóż i ta partia może być tworem HCD albo została przejęta później przez odpowiednio umieszczoną tam agenturę. Jaki interes mogą mieć członkowie elity w tym by ich wrogowie rządzili w ich kraju? Kreowany przez media obraz nieudolnych rządów kontestatorów wzbudza głęboką nieufność społeczeństwa do takich ugrupowań. Równocześnie powoduje dezintegrację obozu buntowników, który zacznie się pogrążać w walkach frakcyjnych i wzajemnych pretensjach. Bardzo ważne też jest, że decyzje nowego rządu, które są zgodne z logiką opcji „walka z Układem” mogą doprowadzić do usunięcia ze sceny politycznej tej części elity, która jest zbyt skompromitowana lub nie przystaje do nowych warunków polityczno-społecznych. Ten rząd może też podjąć pewne potrzebne acz niepopularnie społecznie decyzje. Tak, więc z punktu HCD nie zawsze coś, co na pierwszy rzut oka wygląda jak klęska musi nią być. Kontestatorzy mogą spełniać rolę „pistoletów” czyszczących szeregi elity, a ich poczynania mogą stanowić dowód na potrzebę „oświeconych rządów”, czyli zgodnych z interesami dotychczasowych władców.
W ramach tej hipotetycznej sytuacji możemy też rozważyć inny wariant. Elita rządząca tym krajem jest niezdolna do samodzielnego rządzenia i jest klientelą zagranicznych państw. Tak, więc to, co przeciętny obywatel bierze za walkę pomiędzy partiami politycznymi jest w istocie walką frakcji obcych wywiadów. Postawienie na ugrupowanie kontestujące status quo państwa może być posunięciem, poprzez które jakaś zagraniczna potęga realizuje swoje geopolityczne zamiary.
Link 18.02.2007 :: 17:11 Komentuj (2)
The way we live now (scholia)- Czy człowiek masowy śni o hobbitach?
Mój przyjaciel Studyta Arseniusz na swoim blogu, zamieszcza cykliczne teksty pod tytułem "The way we live now", które są poświęcone kondycji współczesnego człowieka masowego. U progu Wielkiego Postu i na koniec Karnawału wzbudziły one we mnie pewną refleksję. Pragnienie dzisiejszych ludzi by żyć w trakcie Wielkich Juwenaliów doprowadziło, bowiem według mnie do śmierci dobrej zabawy. W przednowoczesnych czasach ludzie-hobbity (jak ich określił Studyta) żyli sobie w społecznościach, których rytm życia wyznaczały święta religijne i wielki cykl przyrodniczy. Wszystko tu miało swoje miejsce. Był, więc i czas na zabawy jak i na umartwienia. Współcześnie człowiek wyemancypował się zarówno od religii jak i od rytmów przyrody. W jego życiu nie za bardzo jest miejsce na umartwianie się. To nie znaczy, że nie ma go w ogóle, ale jeżeli się pojawia to tylko po to by ułatwić mu jeszcze większe używanie. Jak na przykład przeróżne diety czy ćwiczenia mające na celu nie tyle utrzymanie ogólnej sprawności a osiągnięcie wymarzonego ideału urody lansowanego przez media. Patrząc na światoobraz współczesności można by rzec, że przysłowiową wojnę Postu z Karnawałem wygrał ten drugi. W jednym z programów telewizyjnych „Frondy”, który był poświęcony postowi przedstawiciel Centrum Kultury Muzułmańskiej w Polsce powiedział, że teraźniejsi ludzie nie rozumieją postu, bo sensem ich życia jest konsumpcja, więc post byłby dla nich czymś w rodzaju śmierci. Ale zagłada Postu to też zagłada Karnawału. Jeżeli przez cały rok mogę robić to, co w karnawale to staje się to po prostu nudne. Oczywiście jest pewna droga wyjścia z tej sytuacji ofiarowywana przez speców od rozrywki, a jest nią maksymalizacja doznań. Nic dziwnego, że większość oferty medialno-rozrywkowo-kulturalnej ma charakter wybitnie transowy. Szybki montaż filmów i teledysków, psychodeliczne światła, muzyka pozwalająca na zatracanie własnej osobowości, a gdzieś tam w tle skryty obieg coraz to nowych narkotyków. (Niektórzy twierdzą, że zmiany w muzyce rozrywkowej XX i XXI wieku wynikają z tego, jakie narkotyki są na topie.) Mózg bombardowany wciąż nowymi doznaniami, które dla większej skuteczności ograniczają się przede wszystkim do najprostszych emocji, nie potrafi pojąć, że tak naprawdę cały czas otrzymuje to samo owinięte tylko w inne opakowania. Lansowana w taki czy inny sposób ideologia buntu czy też indywidualizmu ma zabezpieczyć klientelę przed ucieczką z wesołego miasteczka, jakim stały się nasze czasy. Gwiazdy pop-kultury zachęcające ze sceny, ekranów TV czy gazet do „bycia sobą” czy też „nie gaszenia płomienia buntu” wygłaszają mniej lub bardziej świadomie slogany reklamowe współczesnego biznesu. Nie od rzeczy będzie wspomnienie o pewnym popkulturowym stereotypie. Mój kuzyn bezbłędnie odgadł na samym początku lektury komiksu „Pielgrzym”, że główny bohater jest psychopatą. Na moje pytanie jak na to wpadł odpowiedział krótko- „Facet cytował Biblię”. Pojawiająca się tu i ówdzie postać religijnego psychoza czy też nagłaśnianie autentycznych lub zmyślonych „ciemnych kart Kościoła” ma z kolei przekonać, że ucieczka od Wiecznego Karnawału nie ma sensu, bo wiedzie albo ku szaleństwu albo ku strasznemu totalitaryzmowi.
Oczywiście zgadzam się z stwierdzeniem Eliadego, które pojawiło się w ostatnim wpisie Studyty. W kulturze popularnej pojawiają się wątki, które możemy nazwać tradycjonalistycznymi. Natury ludzkiej nie da się przeskoczyć. Ludzie tęsknią do świata gdzie nie będą trybami w maszynach lub bezmyślnie poruszającym się kawałkiem mięsa. Po dniach nudnej pracy czy szaleńczej zabawy człowiekowi masowemu zdarza się śnić o hobbitach.


