Link 20.01.2012 :: 14:41
Komentuj (4)Dylemat Putina
Ostatnie wydarzenia związane z „samobójczą próbą” pułkownika Przybyła oraz nowymi badaniami kopii zapisów czarnych skrzynek TU-154 znowu przywołały sprawę katastrofy smoleńskiej. Postanowiłem, więc i ja dorzucić swoje trzy grosze do licznych wypowiedzi na ten temat. Zacznę może od tego, że zaraz po 10.04 odrzucałem hipotezę zamachu. Potem wraz z narastaniem dezinformacyjnej gry zarówno rosyjskiej jak i polskiej wobec tej sprawy zacząłem uważać tę hipotezę za bardziej prawdopodobną. Aczkolwiek nie jestem, jak co niektórzy „patrioci” przekonany, że w Smoleńsku na 100% doszło do zamachu. Chciałbym się natomiast podzielić pewną kwestią, który na swój użytek nazywam
dylematem Putina. Jedną z głównych przesłanek tezy anty-zamachowej jest stwierdzenie, że Rosjanie nie musieli mordować Kaczyńskiego, ponieważ na pewno przegrałby on najbliższe wybory prezydenckie. Tak, więc ten nielubiany przez nich polityk przeszedłby do opozycji a jego miejsce zająłby ktoś bardziej przyjazny wobec Moskwy. Nie chcę rozwodzić się nad argumentami typu, że niekoniecznie Kaczyński mógłby przegrać wybory czy też kwestiami czasowymi pewnych inwestycji rosyjsko-niemieckich. Spójrzmy na fundamentalne założenie owej przesłanki. A brzmi ono następująco: Przywódcy Rosji to politycy kierujący się w swoich poczynaniach jedynie realistycznym oglądem sytuacji. (U niektórych w domyśle: a nie jak polscy politycy, którzy kierują się jedynie resentymentem i sentymentem.) Możemy jednak spokojnie założyć, że obecni włodarze Rosji to tacy sami ludzie jak cała reszta homo sapiens zamieszkująca planetę Ziemia. A człowiek nie jest wyłącznie istotą racjonalną. Poruszają nim także, emocje, wyobraźnia, uprzedzenia i inne nie-racjonalne treści. Nie zawsze są one do końca przez człowieka uświadomione. Jak poucza nas psychologia to, co nieświadome może mieć większą moc niż świadome. I teraz wyobraźmy sobie, że jesteśmy takim włodarzem Kremla, albo jednym z członków GTW w Rosji. Rzeczywiście iście makiawelicznie krok po kroku odbudowujecie mocarstwową pozycję swojego państwa po największej katastrofie geopolitycznej XX wieku, jaką był rozpad ZSRR. Powoli, systematycznie dajecie radę. Ale jest pewne państwo, które jak zadra tkwi w środkowym regionie Europy. Polsza. Z tymi Polakami zawsze były problemy. Zatrzymać może i nas nie zatrzymają, ale robią się coraz bardziej wkurzający. A kiedy „komsomolec” Olo Kwaśniewski staje okoniem w sprawie Ukrainy sytuacja robi się naprawdę dyskomfortowa. Okazuje się, że nawet starzy i wypróbowani towarzysze wolą Zachód niż swoich dawnych mocodawców. A bracia Kaczyńscy ten dyskomfort jeszcze pogłębiają. Tyle, że tym razem ich życiorys podsuwa wizje Polaków-buntowników zawsze walczących przeciw Moskwie. I teraz, gdy macie okazję odstrzelić całą taką grupę buntowników, którzy na dodatek sprawują w Polsce ważne funkcje, to, co przeważy? Realistyczna opcja „poczekajmy do wyborów”? Czy też może możliwość symbolicznej zemsty? Zwłaszcza, że na tą drugą opcję można znaleźć kilka realistycznych argumentów. I to jest właśnie dylemat Putina.