Link 15.05.2008 :: 12:37 Komentuj (14)
"W średniowieczu to gibelini byli inteligentnymi obrońcami papiestwa."
Nicolas Gomez Davila
W średniowiecznych sporach pomiędzy papiestwem a cesarstwem współcześni katolicy zwykle instynktownie „wybierają” stronę papieską. W Polsce na dodatek nakłada się na to historia animozji polsko-niemieckich, co sprawia, że w średniowiecznych Pontifeksach widzimy prefigurację Jana Pawła II a w cesarzach „WujkaSamoZło Adolfa”. Konflikt ten jest przedstawiany, jako starcie władzy świeckiej chcącej narzucić Kościołowi swoją zwierzchność. (Z laickiego punktu widzenia, to starcie jest przykładem na złowrogie machinacje Kościoła chcącego zaprowadzić w Europie teokrację.) Pojawiają się nawet twierdzenia, że średniowieczni cesarze chcieli restaurować przedchrześcijańską instytucję króla-kapłana. Istnieją przesłanki do takich twierdzeń. Kiedy chrześcijaństwo osiągnęło sukces w Imperium Romanum nierzadko rządzący byli propagatorami różnorakich herezji i używali do tego aparatu państwowego. Nie mówiąc już o przypadku Juliana Apostaty dążącego do restauracji dawnych wierzeń. Kościół wtedy sprzeciwiał się imperatorom w imię obrony Wiary. Podobnie rzecz miała się dziać w Średniowieczu. Myślę jednak, że warto na owe konflikty spojrzeć z trochę innej perspektywy.
Tym, co z perspektywy metapolitycznej szczególnie jest interesujące w sporze pomiędzy władzą kościelną a świecką to problem legitymizacji. W klasycznej myśli chrześcijańskiej Kościół i Cesarstwo były dwoma Słońcami lub Mieczami Ekumeny. W tytulaturze cesarzy rzymskich (bizantyjskich) pojawia się tytuł „równy Apostołom”. Władca był jakby „biskupem zewnętrznym”. Na Zachodzie rytuał konsekracji królewskiej był podobny do konsekracji kapłańskiej. Wskazywało to na fakt, że każda władza pochodzi od Boga. Ale ukazywało także, że władza świecka posiada swoją specyficzną sakralność, która jest zapośredniczona bezpośrednio w świętości Najwyższego Króla. Konflikt pomiędzy Papiestwem a Cesarstwem wprowadza nowy pogląd na charakter władzy świeckiej. Oto jak głoszą zwolennicy papieży władza świecka sama z siebie nie ma żadnej sakralności a otrzymuje ją od Kościoła. I do biskupów, a w szczególności, Papieża zależy legitymizacja władzy królewskiej. Najdobitniej ten pogląd wyraził, uczeń świętego Tomasza z Akwinu, Idzi Rzymianin. W jego koncepcji, choć podkreśla się autonomię władzy politycznej i kościelnej tak naprawdę ona zanika. Z woli Boga suwerenną władzę nad ziemskim globem sprawuje Papież. Władcy świeccy są tylko osobami, którym patriarcha Rzymu zlecił sprawowanie władzy na danym terenie. Papież stoi nad prawem świeckim i może zdjąć każdego władcę z jego tronu. Nie tylko wtedy, kiedy panujący będzie sprzeciwiał się Ortodoksji, ale także wtedy, gdy Pontifex uzna, że w niewystarczający sposób spełnia swoje obowiązki. (Prawdę mówiąc bardziej niż poczynania Hohenstaufów właśnie koncepcja Idziego Rzymianina wygląda mi na starania o przywrócenie przedchrześcijańskiej instytucji króla-kapłana.)
Jeżeli chodzi o aspekt polityczno-militarny sporu pomiędzy Kościołem a Pałacem, to bywał on bardzo różny. Jednak można rzec, że na polu intelektualnym stronnictwo kapłańskie odniosło znaczący sukces. Udało się przeforsować przeświadczenie, że władza świecka nie posiada swojej własnej specyficznej sakralności, że musi ona ją otrzymać od Kościoła. Nic, więc dziwnego, że począwszy od Marsyliusza z Padwy pojawiają się myśliciele polityczni, którzy usiłują opracować legitymizację władzy pozbawioną odwołań sakralnych w celu obrony autonomii polityki. Skutkuje to jednak tym, że w końcu zwycięża przekonanie, że sfera polityczna jest w ogóle niezależna od religii. Czego smutne konsekwencje poniósł Kościół w wyniku szeregu rewolucji.
Wybitny filozof katolicki Tomasz Molnar przenikliwie zauważył, że chrześcijaństwo w walce z światopoglądem pogańskim wyhodowało wirusa sekularyzacji, który potem obrócił się przeciwko Kościołowi. Sprawa legitymizacji władzy jest jednym z smutnych dowodów na prawdziwość tej tezy.


