Zimowa aura sprzyja różnorakim chorobom. I tak od już kilku tygodni wojuję z infekcjami osłabiającymi mój organizm. Stwierdziłem, że nie ma, co się faszerować specyfikami nowoczesnej medycyny i postanowiłem sięgnąć po stare, wypróbowane metody. Zaaplikowałem sobie kurację czosnkową. Owa roślina, która przybyła do Polski w Średniowieczu wraz z karawanami kupców z Azji, posiada wiele zastosowań leczniczych. W moim przypadku ważne jest, że działa bakteriobójczo. Rodzina musi, więc znosić zapach czosnku, jaki wieczorem rozchodzi się nie tylko z kuchni.(:
Co ciekawe mój nauczyciel filozofii starożytnej twierdził, że jednym z powodów, dla którego Grecy tak bardzo wysoko rozwinęli cywilizacje było to, że często pili wino i jedli czosnek. Sam nas zresztą do tego zachęcał. Intrygujące jest także to, że czosnek jest raczej kojarzony z innym narodem. Jean d`Ormesson stwierdził, że bez Greków i Żydów nie można zrozumieć historii Europy. Może, więc powinniśmy zwrócić większą uwagę na ową roślinę o ostrym zapachu?
Cała ta sprawa z czosnkiem zwróciła znowu moją uwagę na problem nowoczesnej medycyny, a konkretniej techno-medycyny. Współczesne badania poświęcone sposobom leczenia w czasach zanim wzeszło oślepiające słońce Rozumu pokazują, że ówcześni lekarze w oparciu o naturalne składniki i holistyczne podejście do człowieka leczyli te same choroby jak są zwalczane dziś w szpitalnych przedsiębiorstwach. I odnosili sukcesy. Jednak nie spodziewałbym się szybkiego zrehabilitowania przednowożytnej medycyny. Kompleks biotechnologiczny jest dziś zbyt potężnym składnikiem światowej ekonomii by można było bezkarnie podważać jego fundamentalne dogmaty. Prędzej czy później ludzkość będzie musiała zapłacić rachunek za manipulacje przy źródle życia i sprowadzaniu ciała ludzkiego do roli materiału. Ciekawe przemyślenia na temat roli medycyny w naszej rzeczywistości prezentuje włoski myśliciel Guido Ceronetti. W eseju „Rozmowy o kobietach” znajduje się taki oto fragment poświęcony skutkom wyeliminowania zagrożenia chorobami wenerycznymi: „W tej sprawie warto dostrzec tylko jeden aspekt znaczący: utratę tragiczności. Łatwe związki erotyczne, udręki uczuciowe sprowadzone do błahostki po tak gwałtownej powodzi namiętności, jaką wyzwoliła romantyczna nawałnica, zniknięcie realnego zagrożenia wenerycznego po tylu samobójstwach popełnianych ze wstydu i zgrozy i niezliczonych nieskutecznych odczynach Wassermana, „obrożach Wenery” i przedwczesnej demencji, którą objaśniały swoim synom za pomocą sławetnych kolorowych tablic z figurami woskowymi rozdrażnione i zazdrosne matki (kiedy widziały, że syna pociąga demon kobiecy, od razu malowały mu przyszłość z paraliżem i delirium tremens)- te wszystkie wygody, ulgi, ulepszenia dały w sumie rachunek negatywny, ponieważ zanadto pomniejszyły w związkach erotycznych ciężar życia. Twierdzę, że jest to negatywne, gdyż ciężar życia jest umieszczony w życiu moralnym jak kręgosłup w ciele i jak kręgosłup utrzymuje ciężar życia w pozycji wyprostowanej. A przecież ulgą jest fakt, że życie stało się lżejsze, a niezależnie od tego trzeba też uznać za dobre i korzystne, że społeczność zmienia co jakiś czas swój sposób myślenia. Jednak dążenie do stłumienia wszystkich ognisk życiowego trudu prowadzi do katastrofy. Jeśli już nic w życiu nie pokrywa się rosą tragiczności, nic nie ma sensu. Wystarczy odrzucić tragizm w teorii, a cywilizacja staje się banalna i pojawiają się w niej oznaki śmierci.”
Warto dopowiedzieć, że nawet medialna histeria wokół AIDS nie sprowadziła ponownie tragiczności do sfery erotyzmu a wręcz jeszcze bardziej ją zbanalizowała. Dodajmy do tego jeszcze, że dzięki techno-medycynie wraz z zmniejszeniem śmiertelności niemowląt ogólna pula genetyczna znacznie się pogorszyła. Czyż nie jest ironią losu, że to, co miało nam ułatwić życie prowadzi do klęski ludzkiej rasy. Jakiego rodzaju anioły zsyłają odkrywcze intuicje nowoczesnym medykom?
------------------------------------------------------
Idąc ostatnio po zamarzniętym jeziorze, kiedy moje stopy zapadały się w śniegu a wzrok cieszyła gra promieni słonecznych na białej przestrzeni, odniosłem silne wrażenie, że to powinno wyglądać inaczej. W mych myślach pojawiłem się jako dzielny wędrowiec przemierzający śnieżną połać za pomocą rakiet śnieżnych. Przy pasie mam przytroczony długi nóż, przez plecy przewieszony łuk i kołczan ze strzałami. Wypatruję tropów zwierzyny lub wrogów. Wizja nie trwała długo i szybko zostałem przywrócony rzeczywistości. Tylko, co tu jest naprawdę rzeczywistością? Pragnienia mego serca czy dom niewoli, w jakim przebywam?

Myśl na resztę swojego życia:
„Po pierwsze: rozpoznaj położenie. Po drugie: licz się ze swoimi wadami, wychodź od swoich zasobów, a nie od swoich haseł. Po trzecie: nie doskonal swojej osobowości, ale swoje pojedyncze dzieła.”
Gottfried Benn






Komentarze:
05.02.2006 :: 22:43 :: 83.17.156.84

black_sword

Bo ja wiem?
Strach przed syfilisem czy innym wenerycznym paskudztwem jako stymulator mającej pokrywać życie rosy tragiczności to i tak niezły ersatz. Nie ma czego żałować.
Prawdziwy tragizm w sferze uczuć ma całkiem inne źródła. A w kontekście uwag Guidio Ceronettiego aż chciałoby się dodać: "Na szczęście".

* * *
Ładnie pojechałeś Jamesem O. Curwoodem ;)
01.02.2006 :: 22:53 :: 213.39.142.166

Saurfana

Co do czosnku: silny antyseptyk o dzialaniu podobnym do antybiotykow. Jako dziecko bylam nim doslownie faszerowana (syropek z cebuli i plastry cytryny z miodem uzupelnialy kuracje); dzieki temu nie musze teraz przy czyms powaznym robic prob krzyzowych, nie uodpornilam sie na dzialanie antybiotykow. A wszystko dzieki babci (byla pielegniarka), ktora za dobrze znala lekarzy i "ich metody", by pozwolic robic swoim wnukom za kroliczki laboratoryjne.

Co do wspolczesnej medycyny: to tak jak ze wszystkim - granica jest plynna. To tylko od interpretacji zalezy, czy ma sie do czynienia z "mniejszym zlem" czy z "wiekszym dobrem". I chociaz mozna uwazac za tragiczne skutki pominiecia czynnika selekcji naturalnej, to jako przyszla matka, chcialabym zeby moje dziecko przezylo za wszelka cene (nawet oslabienia materialu genetycznego gatunku).

Co do rzekomego pogorszenia moralnosci: orgie starozytnych, swawole wersalskie i to, ze syfilis usmiercil na przestrzeni wiekow wiecej dusz niz epidemie dzumy, daje w sposob znaczacy do myslenia. Jedyna roznica w tym, ze kobiety juz nie wstydza sie mowic o swoich potrzebach, wiec liczba retorow automatycznie sie podwoila...
01.02.2006 :: 21:23 :: 217.99.7.187

Studyta Arseniusz

A propos medycyny dawnej i współczesnej. Osiągnięcia starożytnych w dziedzinie medycznej były niemałe. Klasyk medycyny indyjskiej Szuszruta (żył bodajże w II w. przezd Chrystusem) pozostawił po sobie traktaty z dziedziny chirurgii plastycznej i sekcji zwłok. Egipcjani i Hindusi leczyli zaćmę, dokonywali trepanacji czaszki. Klasyczna medycyna indyjska, ayurveda, zna także tzw. "Wielką Chorobę", której objawami są utrata wagi, guzy na skórze, krwotoki i podatność na przeziębienia. Przyczyn tej dziwnie znajomej choroby Hindusi dopatrywali się w hulaszczym trybie życia, nadużywaniu środków odurzających i last but not least w uprawianiu stosunków analnych. Problemem dawnej medycyny była przede wszystkim jej ograniczona dostępność i bezradność wobec chorób niemowlęcych i dziecięcych. Ja tam, drogi Anarcho, nie martwię się specjalnie pogorszeniem puli genetycznej, gdyż w moim języku oznacza to, że moje maluchy nie muszą obawiać się dyfterytu i szkarlatyny.

A Twoja wizja na jeziorze przypomniała mi jednego z herosów z moich dziecinnych lektur, starego Indianina Mukoki :-))

Pozdr,
S.
01.02.2006 :: 18:40 :: 217.113.225.21

Satu

To odnośnie Twojej wędrówki po jeziorze...

"Nie chwal dnia, dopóki nie nadejdzie wieczór; kobiety, dopóki jej nie spalą; miecza, dopóki go nie wypróbowano; panny, dopóki nie wyjdzie za mąż; lodu, dopóki po nim nie przejdziesz; piwa, dopóki nie zostanie wypite.
-Przysłowie Wikingów -

A co do czosnku to masz racje... naturalne lekarstwo a dla niektórych ochrona przed Wampirami :P

Buziaczki
ownlog.com :: Wróć