anarcha
at ownlog '06
Link 23.02.2006 :: 14:14 Komentuj (0)
Swego czasu miałem dość gorącą dyskusję z moimi poznańskimi przyjaciółmi na temat kary. Paulus i Grace twierdzili, że kara jest czymś złym. Czymś, co przynależy do sfery brutalnej przemocy. Rodzice nie powinni karać dzieci a jedynie uświadamiać im złe skutki wyborów. Choć pewne zabiegi, które w tym celu czynili wobec swej córki mi wyglądały na kary. Zupełna niezgoda panowała pomiędzy nami, jeżeli chodzi o problem Boskiego sądu. Bóg, który wydaje wyroki według nich to fałszywy obraz Najwyższego. Człowiek nie wędruje do Piekła z powodu boskiego gniewu a dlatego, że jest to konsekwencją jego wyborów w czasie życia. Moim zdaniem Bóg, oczywiście, nie jest mściwym starcem siedzącym na tronie czyhającym na potknięcia ludzi by ich za to potępić. Bóg jest Miłością. Jednak jest także sprawiedliwym Sędzią, a jego wyroki to pieczęć potwierdzająca nasze życiowe decyzje. Żadna ze stron nie przekonała wtedy drugą do swych racji. Dziś, kiedy myślę o tym sporze przychodzi mi do głowy jedna myśl. Jeżeli do Piekła wysyłamy się sami, to i może do Nieba również? Wydaje mi się, że przy takim podejściu logiczną konsekwencją jest uznanie, że Bóg nie jest nam potrzebny. Co najwyżej jako ktoś w rodzaju autorytetu moralnego wskazującego nam drogę. W sumie sednem tego problemu nie jest sąd Boży a wolna wola człowieka. Zaś, jeżeli o nią chodzi to można zarówno przyznać jej zbyt wielką wartość albo zbyt małą. Uważam, że droga do Nieba to droga synergii woli Boga i człowieka. W pewnym sensie tak samo się ma rzecz z potępieniem. Tyle, że w tym przypadku mamy do czynienia z połączeniem dwóch aktów woli, ze strony człowieka ostatecznego odrzucenia Bożej Miłości, zaś ze strony Boga wyroku, który jest potwierdzeniem ludzkiego wyboru.
------------------------------------------------------------------

Pod względem geopolitycznym można powiedzieć, że I i II wojna światowa były w istocie jednym konfliktem z dwudziestoletnią przerwą. Jeżeli jednak rozpatrujemy owe wojny w kontekście ideologicznym, to jawi się nam ich odmienny charakter. W latach 1914-1918 chodziło o ostateczne rozwiązanie kwestii starego porządku (likwidację monarchii autorytarnych, ustalenie prymatu polityki demokratycznej), zaś w latach 1939-1945 rozstrzygnięto, (choć nie ostatecznie) kształt nowoczesności. Historyjki o tym, że III Rzesza była państwem nie-nowoczesnym a walka z nią była starciem cywilizacji z barbarią należy włożyć między bajki. Nazizm był formą plebiscytowej demokracji a swoją ideologię starał się uzasadnić w sposób naukowy. Oczywiście o tym nie mówi się zbyt głośno, bo nikt nie lubi jak zbyt często wspomina mu się, że miał w rodzinie ohydnego kuzyna, którego osobiście rodzinka posłała do piachu.