anarcha
at ownlog '06
Link 29.07.2006 :: 17:36 Komentuj (22)
Zawsze po wizycie w świątyni państwowej biurokracji lubię się udać do miejsc gdzie mogę mieć kontakt z naturą. Bliskość żywiołów, roślin i zwierząt, zapachy i odgłosy natury pozwalają mi zapomnieć o świecie, w którym jestem tylko rządkiem cyferek. Jest to jakby swego rodzaju kąpiel po pobycie w brudnym miejscu.

Ostatnio w „Polityce” przeczytałem artykuł o coraz powszechniejszym zjawisku wśród młodych ludzi na całym świecie. Boją się oni dorosłości, więc zostają w domach z rodzicami. Jest to jakby nowa forma buntu przeciwko warunkom życia w nowoczesnym społeczeństwie. Szczególnie zainteresowało mnie jak to zjawisko wygląda w Japonii. Otóż decyzja by pozostać w domu rodzinnym ma inne motywy zależne od płci. W tradycji japońskiej gospodarstwem domowym w całości zajmuje się żona. Młode dziewczyny żyjące z rodzicami to te, które zamiast rodziny wybrały drogę kariery. Natomiast mężczyźni nie wytrzymują presji otoczenia, które wymaga od nich sukcesu zawodowego, więc zamykają się w swych pokojach otoczeni elektronicznymi gadżetami i zanurzają się w świat fantazji. Być może model japoński jaskrawo pokazuje coś, co ma miejsce na całym świecie. Od dłuższego czasu zastanawiam się czy następnym wielkim konfliktem politycznym nie będzie walka płci. Zmiany cywilizacyjne już prowokują pytania- po co komu mężczyźni? Nie dość, że to faceci najbardziej nie radzą sobie z narastającą presją technopolu i turbokapitalizmu, to jeszcze na dodatek od dłuższego czasu to, co męskie jest poddawane miażdżącej krytyce i obwiniane o wszystko, co najgorsze. Może, więc gdzieś, ktoś pomyśli, że rozwiązaniem wszystkich problemów będzie ostateczne rozwiązanie kwestii męskiej? Co prawda łatwo takie rozważania zdyskredytować jako bajki o żelaznym wilku rodem z „Seksmisji” i powiedzieć, że biologii się nie przeskoczy. Sęk w tym, że obecnie przeznacza się wielkie sumy pieniędzy właśnie na przedsięwzięcia mające zmienić ludzką naturę. Wyniki tych prac mogą być różne. Być może rzeczywiście nie dojdzie do żadnej wojny płci, ponieważ zostaniemy wypchnięci przez jakiś postludzki gatunek, który narodzi się w laboratoriach.

W artykule z „Polityki” było bardzo ciekawe spostrzeżenie. Otóż powoli do lamusa odchodzi konflikt pokoleń. Coraz więcej rodziców ubiera się podobnie jak ich dzieci i słucha tej samej muzyki. Rodzice przestają być mentorami a stają się swoistymi kumplami. W swoim środowisku domowym dzieci nie mają już za bardzo, przeciwko czemu się buntować. Może to jest jakieś wytłumaczenie owej alergii na chrześcijaństwo, na jaką zapada coraz większa cześć młodzieży. Kapłani i zakonnice, o ile nie należą do tych „fajnych”, co mówią „róbta, co chceta Bóg i tak was kocha”, stają się figurami rodziców, przeciwko którym można się buntować, których można symbolicznie zabić. Równocześnie jednak ów bunt zaspakaja także poczucie konformizmu. Wypowiadając przeciwko chrześcijaństwu „nie” składa się równocześnie hołd Systemowi. Wszak bunt też jest dziś towarem i wyznacza miejsce w społeczeństwie, bynajmniej nie na jego marginesie.
Są jednak tacy, co poszukują wyjść poza ten schemat. Postnihiliści, na których półkach stoją obok siebie książki Nietzschego, de Maistre, Dostojewskiego, Ciorana, Evoli, Guenona, Crowleya, słuchający ciężkiego rocka, neofolku i muzyki militarnej, zachwycający się rzeźbami Brekera i projektami Speera oraz czynami Degrelle i Codreanu. Zaiste żyjemy w ciekawych czasach.