anarcha
at ownlog '06
Link 21.11.2007 :: 15:42 Komentuj (8)
Minęła „ciemna kaczystowska noc” i rozkwita sto kwiatów polskiej demokracji. W atmosferze radości i miłości, jakie ogarnęły Polskę warto jednak poszukać ukrytych sensów ostatnich wydarzeń. Chciałbym zwrócić uwagę na dwie sprawy, które raczej nie pojawiają się w analizach i komentarzach politycznych.


Kto zostanie polskim Danielem Cohn-Bendit?

Wybitny włoski filozof Augusto Del Noce był autorem analizy, według której „marksizm umiera na Wschodzie, gdyż został urzeczywistniony na Zachodzie”. Do podobnych wniosków doszło też kilku innych myślicieli. Ów proces miałby polegać na tym, że w krajach zachodnich marksizm porzucając swój aspekt rewolucyjno-mesjanistyczny (ten, który zbliżałby go do sfery religijnej) doprowadza do zanegowania resztek świata tradycji, a rewolucję przenosi z „bazy” na „nadbudowę”. Odtąd (post)marksiści nie wyzwalają klasy robotniczej z ucisku ekonomicznego, ale wszystkich ludzi od opresyjnych systemów patriarchalnych. Dla del Noce punktem przełomowym była rewolta 68. Dzięki niej społeczeństwo kapitalistyczne pozbyło się resztek społeczeństwa tradycyjnego i zaczęło budowę społeczeństwa nowoczesnego. (Podobnie o 68 wyraża się pisarz Michel Houellebecq.) W Polsce ten rok również był czasem rozruchów studenckich. Jednak inne uwarunkowania geopolityczne sprawiły, że polscy buntownicy gromadzili się wokół trochę innych wartości. Miejsce wyzwolenia spod „opresyjnych wartości” zajęło wyzwolenie narodowe. Choć nie tylko realia narzuconego przez najeźdźcę systemu warunkowały takie a nie inne postawienie sprawy. Można się spotkać z opinią, że w Polsce ideologie na Zachodzie będące postępowymi zyskiwały „prawicowy charm”. Stąd cały czas Kościół Katolicki ma duży wpływ na społeczeństwo polskie, a lewica musi się odwoływać do niektórych „reakcyjnych wartości”. Młyny postępu, choć mielą w kraju nad Wisłą wolno, ale jednak mielą. Coraz bardziej Lechici nasiąkają nowoczesnym (komercyjnym) (anty)wartościowaniem. W związku z tym pojawia się pytanie, kto zostanie polskim „czerwonym Danym”, który wyprowadzi Polaków z zaścianka do raju nowoczesności? Być może na tę fuchę chciałby się załapać Sławomir Sierakowski rednacz „Krytyki Politycznej”. (Zupełnie nie podejrzewam o to Wojciecha Olejniczaka młodą twarz LiD-u.) Chęci chęciami, ale tu w grę wchodzą jeszcze możliwości. Oprócz „reakcyjności” polskiej społeczności w grę wchodzi jeszcze fakt, że nadwiślańscy lewicowcy nie nawiązali szerokiego dialogu społecznego a po za tym mają tendencję do zbyt poważnego traktowania owego mesjanistycznego aspektu myśli lewicowej. W takiej sytuacji zburzenie polskiego zaścianka może dokonać „rewolucja z prawa”, (która może nawet uzyskać poparcie części kleru katolickiego). Od dłuższego czasu działają w Polsce środowiska (definiowane jako „skrajna prawica”) łączące pochwałę tradycyjnego katolicyzmu z ideologią wolnego rynku. Co ciekawe za równie wartościowych myślicieli uważają oni na przykład: świętego Tomasza z Akwinu jak i Ayn Rand. Jakoś obsesyjna nienawiść tej autorki do religii w tym i do chrześcijaństwa umyka dzielnym „rycerzom Tradycji i Wolnego Rynku”. Zresztą zdecydowana większość piewców wolnego rynku, na których lubią się oni powoływać miała dość ambiwalentny stosunek do myśli konserwatywnej i chrześcijaństwa. Ale najważniejsze, że zbitka pojęciowa już powstała. Jeśli chcesz być prawicowcem to musisz być przeciwko „socjalizmowi” a za „liberalizmem”. Zaś ów mityczny socjalizm jest identyfikowany w taki sposób, że jest nim wszystko, co nie jest zgodne z „liberalną ortodoksją”. W praktyce owi „obrońcy Tradycji” okazują się tak naprawdę „misjonarzami Wolnego Rynku”. Tak jakby „niewidzialna ręka rynku” miała dokonać rechrystianizacji Europy. Dobrze by było gdyby owi piewcy zdali sobie sprawę, jakie ich postulaty są najbardziej popularne. Nie te związane z zmianami politycznymi czy ideologicznymi, ale te związane z ekonomią. Wolnorynkowe hasła są coraz popularniejsze wśród młodzieży. (Warto też zauważyć, że na przykład w UPR są ludzie popierający legalizację narkotyków czy prostytucji.) Oczywiście te środowiska nie mają bezpośredniego przełożenia na sytuację polityczną. Także z powodu „stygmatyzacji skrajnoprawicowej”. Ale PO na przykład do zwycięstwa doszła prezentując taki liberalizm w wersji light. Jako partia dążąca do władzy dość instrumentalnie podeszła do swoich haseł, ale w tym przypadku liczy się oddziaływanie społeczne. Jak mantra brzmi „liberalizm to Dobro- solidaryzm to Totalitaryzm (Zło)”. Czy Tusk przybył wyzwolić nas od „reżymu złych braci” czy też od czegoś więcej?

Syndrom Białej Góry

Gdy spytać się o podstawowe skojarzenia związane z Czechami, to usłyszy się – piwo, knedliki, wojak Szwejk, czeskie komedie. Czesi to sympatyczny naród poczciwych piwoszy. Drzewiej bywało inaczej. Czesi byli jednymi z najlepszych zabijaków w Europie. Z ich usług korzystała Rzeczpospolita w walce z Zakonem Krzyżackim. Zresztą po stronie Krzyżaków także walczyli czescy najemnicy. To wszystko się skończyło wraz z bitwą pod Białą Górą w 1620 roku. Klęska była tak straszna, że całkowicie przeorała świadomość narodu. I choć popularność hokeja i Daniela Landy pokazuje, że gdzieś tam tkwi w Czechach duch wojowniczy, to jednak nadal pozostają oni bardziej sympatycznymi misiami niż potomkami Jana Żiżki. Czy można mówić o czymś podobnym, jeżeli chodzi o Polskę? Według mnie tak. Lubimy się chełpić, jacy to jesteśmy wojowniczy ( i przy okazji spoglądać ze wzgardą na tchórzliwych pepiczków), ale tak naprawdę nie jesteśmy już narodem żołnierzy. Pokazują to między innymi ostatnie wybory. PiS odwoływał się do etosu walki o niepodległość, mówił o walce z korupcją i twardym stawianiu interesu narodowego na arenie międzynarodowej. PO mówiło o budowaniu porozumienia w kraju i zagranicą, odrzuceniu języka nienawiści, o miłości, o wzroście gospodarczym. Bynajmniej nie mam zamiaru negować ważności problemu wzrostu gospodarczego. Zwłaszcza jak się chce prowadzić wojny dobre kwatermistrzostwo to jedna z podstaw zwycięstwa. Chcę zwrócić uwagę na charakter tych postulatów. PiS to przesłanie męskie i skierowane do wojowników. Mówi o walce i dumie. PO to przesłanie żeńskie, koncyliacyjne. W tej wizji Polska nie jest wojowniczką walczącą o swoje, ale grzeczną panienką, która musi dbać o swoją reputację, bo „co inni powiedzą?”. Lata zaborów i powstań, wojen i narzuconego sytemu komunistycznego zrobiły swoje. Wbrew opinii, że Polska to kraj patriarchalny Polska jest pod przemożnym wpływem kobiecego postrzegania świata. Mężowie i stryjowie poginęli albo siedzieli w więzieniach. Wychowywaniem zajęły się tylko i wyłącznie kobiety. To powoli wydało plon. Należy oczywiście schylić czoło przed poświęceniem tych dzielnych kobiet, które zajmowały się swoimi rodzinami, lecz nie sposób zauważyć, że w poważny sposób został zachwiany proces przekazywania męskich wartości kolejnym pokoleniom Polaków. Dziś naród polski to nie ogier pędzący przez step. To potulny wałach dający się prowadzić do stajni gdzie jest worek z pełnym obrokiem. Na tym świecie niewiele rzeczy jest trwałych. Tak, więc sarmacki duch albo się odrodzi nad Wisłą albo zdechniemy w przytulnym smrodzie stajni przy pełnym żłobie.