Link 24.10.2009 :: 11:05 Komentuj (0)
Wrześniowe refleksje w październiku, cześć 3
13
Jak już wspomniałem wcześniej odpowiedź, jakiej udzielają panowie Sikorski i Ziemkiewicz jest odpowiedzią na pytanie z 1939 roku. Każda bowiem sytuacja historyczna jest specyficznym pytaniem, na które trzeba dać odpowiednią odpowiedź. Widoczna dziś fałszywość owej odpowiedzi z tamtych czasów jest powiązana z ową przesłanką, która określa miejsce Polski pomiędzy Rosją a Niemcami. I nie chodzi tu konkretnie o geograficzne granice a bardziej o geopolityczne strefy wpływów. Więc sprzymierzamy się z Niemcami, aby zachodnia strefa przesunęła się bardziej na wschód. Możemy na tym skorzystać i cywilizacyjnie, a być może nawet terytorialnie, (choć akurat o tym nikt głośno nie mówi). Lecz co jeśli nie ma żadnego Drang nach Osten?
14
Są dwa sposoby spojrzenia na Niemcy. Pierwszy zakłada, że co by się nie zmieniło, to Niemcy i tak będą knuć, aby dominować w Europie. W związku z tym niektórzy uważają Unie Europejską za IV Rzeszę. Drugi zakłada, że Niemcy w wyniku długotrwałej tresury stracili przysłowiowe jaja. Natomiast celem UE (a także NATO) jest aby ich nigdy nie odzyskali. RFN jest więc politycznie, militarnie i gospodarczo pilnowana, aby nie zaczęła znowu rozrabiać. Zaś, co najważniejsze, Niemcy muszą na to płacić. Zresztą mają z czego, stali się bowiem gospodarką, która posiada państwo. Według mnie sprawy się jednak mają trochę inaczej.
15
Rzeczywiście UE i NATO pilnują by Niemcy znowu na jawie nie zaczęli śnić imperialnych snów. A mentalny trening uczynił z germańskiej nacji społeczeństwo homo oeconomicus. Jednak owi zapobiegliwi handlarze nie chcą już życia z niezmywalnym piętnem winy. Tak naprawdę to jest główny cel podnoszenia sprawy wypędzonych. Wpisuje to bowiem naród niemiecki w narrację ofiar a nie katów. Chcą mieć także większą swobodę w korzystaniu ze swojego ekonomicznego potencjału. Chcą się więc wybić na niepodległość. Sami jednak nie są w stanie tego zrobić. Uruchomiłoby to od razu ogólnoeuropejski alarm. Muszą mieć partnera, którego potencjał pomógłbym im zyskać odpowiednie atuty. Wzrok swój skierowali na Rosję.
16
Sytuacja Rosji pod pewnymi względami przypomina sytuację Niemiec. Rosja (aka ZSRS) przegrała zimną wojnę. Przypłaciła to znaczną utratą strefy wpływów oraz terytoriów okupowanych. Bardzo boleśnie odczuła to także sowiecka gospodarka. Ogólnie upadek Sowietów postawił Rosję w niezbyt korzystnym położeniu. Lecz z kolei Rosja nie była okupowana. Nie była poddana swoistemu treningowi mentalnemu. Stąd też słowo ambiwalentny nie obejmuje w pełni stosunku do komunistycznego dziedzictwa w Rosji. Skoro więc zostali pokonani, ale nie zdruzgotani, Rosjanie uważają, że należy im się na światowej szachownicy odpowiednie dla nich miejsce. I mogą sobie pozwolić na rzeczy o jakich nie śniło się Niemcom po 1945 roku. Albo inaczej, mogą sobie pozwolić na rzeczy, o jakich Niemcy po 1945 roku mogą tylko śnić. Z drugiej zaś strony radzieckie zaszłości utrudniają im poruszanie się na scenie międzynarodowej. Rosja ma już problemy nie tylko w stosunkach z państwami zachodnimi, ale także chociażby na Kaukazie, który był jej terytorium wewnętrznym. Ostatni zjazd WNP pokazał, że postradzieckie państwa azjatyckie coraz mniej liczą się ze zdaniem Rosji. A to też może się przełożyć niekorzystnie na sytuację gospodarczą. Rosja w tym względzie jest zbyt uzależniona od surowców naturalnych, których złoża znajdują się właśnie w Azji. Światowy kryzys gospodarczy również mocno dotknął FR. Jego skutki odczuli także Niemcy. A zawirowania na rynku surowców nie pomagają „gospodarce, która ma państwo”. Ścisła współpraca gospodarcza pomiędzy tymi dwoma państwami dałaby Niemcom dostęp do ropy i gazu spoza strefy bliskowschodniej, zaś Rosjanom mogłaby pomóc zbudować w pełni nowoczesną gospodarkę. Równocześnie polityczne kontakty Berlina z Waszyngtonem mogłyby zapewnić Moskwie status mocarstwa regionalnego, zaś RFN uzyskałaby odpowiedni ciężar geopolityczny, który nie kojarzyłby się z próbą zbudowania IV Rzeszy.
17
Wielu komentatorów podkreśla, że polityka prezydenta Obamy jest zerwaniem z tym, co robił prezydent Bush. Obecny gospodarz Białego Domu stawia na soft power i dogadywanie się z sojusznikami zamiast narzucania im swojej woli. Nie do końca jest to prawda. USA od dawna wiedziały, że nie mogą samodzielnie rządzić na świecie. Po to właśnie Biały Dom organizował w ramach swych wypraw wojennych te wszystkie koalicje, strefy okupacyjne i odpowiedzialności. W wymiarze europejskim Waszyngton zapewne chciał zagrać „nową Europą”, aby uzyskać dla swoich interesów odpowiednią równowagę siły. Teraz nastąpiła korekta tych posunięć. Dyplomacja zastępuje działania militarne, bo Ameryka dostała gospodarczej zadyszki i nie może sobie pozwolić na nowe wojny. Zresztą musi zamknąć sprawy irackie i afgańskie zanim zajmie się innymi krajami. W Europie znowu się stawia na „starych, sprawdzonych graczy”. Będziemy mieć do czynienia z czymś w rodzaju systemu feudalnego, gdzie Suweren ceduje na swoich lenników część swoich uprawnień tak by oni dbali o jego interesy na danym terytorium. To jest właśnie szansa dla Niemrosji. Taki, mniej lub bardziej oficjalny konstrukt geopolityczny miałby możliwości zabezpieczać interesy USA zarówno w Europie, jak i na afgańskiej flance. Przy czym byłby bardziej dynamiczny niż powolna Unia Europejska. I w tym kontekście trzeba sobie zadać pytanie: co z tą Polską?
18
Nauka zaborów, okupacji w czasie II wojny światowej oraz PRL-u raczej zniechęca do powtarzania takich scenariuszy. Zostawi się więc tubylcom nad Wisłą atrapy ich państwowości oraz dość spore możliwości decydowania o sprawach wewnętrznych. Zneutralizuje się politykę zagraniczną, Siły Zbrojne i służby specjalne. Na Ziemiach Zachodnich może dojść do zmiany stosunków własności na korzyść Niemiec. Ale wcale tak być nie musi. Po pierwsze, jak już wspomniałem, sprawa z wypędzonymi ma posłużyć normalizacji państwa (gospodarki) niemieckiej. Po drugie, nie wiadomo czy waszyngtoński suweren zgodzi się na „karmienie niemieckiej gęsi polskim zbożem”. Nawet jeśliby to jednak nastąpiło, Niemcy musieliby zachowywać się porządnie by nie psuć sobie swoich interesów. Wbrew obawom co niektórych panów dziennikarzy nie nastąpiłaby jakaś technologiczna izolacja Polski. Być może nawet rosyjscy towarzysze pomogliby nam zbudować elektrownię atomową. I to wcale nie jakiś rzęch a`la Czarnobyl. W końcu te wszystkie inwestycje, jakie zostaną u nas zrobione muszą mieć źródło zasilania. Zresztą, jeżeli Niemcom uda się przejąć polską energetykę to już oni o to zadbają. Dziś rzecz nie tyczy się fizycznej strony rozwoju technologicznego, lecz jego bardziej niematerialnej strony. Chodzi o informację i pomysły. Pod tym względem Polacy zostaną zepchnięci do roli podwykonawców. Będziemy mieli też do czynienia z bardziej intensywnym drenażem mózgów. Ale za to będziemy mieli zdobycze terytorialne na Wschodzie. Na nasze nieszczęście.
19
Mają rację ci, którzy uważają sprawę Ukrainy za bardzo znaczącą dla Rzeczpospolitej. Ale jest ona nie mniej ważna dla Rosji. Istnienie niepodległej Ukrainy stawia bowiem temu państwu fundamentalne pytania tyczące się nie tylko spraw geopolitycznych, ale i samego sensu istnienia Rosji. Skoro bowiem Kijów, matka miast ruskich nie leży w granicach FR, to jaki jest status Moskwy? A może Patriarchat Moskiewski ma niższą rangę niż Kijowski? A jeżeli Ukraińcy są odrębnym narodem to jaka jest tożsamość Rosjan? Dopóki istnieje Ukraina dopóty te niepokojące kwestie będą wisieć nad Rosją niczym miecz Damoklesa. Zaś kwestie strategiczne i gospodarcze przyspieszą tylko starania do „ostatecznego rozwiązania sprawy ukraińskiej”. Federacja Rosyjska nie będzie mogła sobie jednak pozwolić na samodzielne wchłonięcie Małej Rusi. Mogłoby to wywołać niepotrzebny jej ferment na obszarze postsowieckim oraz dostarczyć argumentów przeciwnikom w Europie. Będę potrzebowali „wspólnika w zbrodni” z UE. Cichym udziałowcem będą oczywiście Niemcy, bezpośrednim wykonawcą Polska. Dostaniemy oczywiście zachodnią Ukrainę, bastion upowskiego nacjonalizmu. Dziedzice Bandery znowu zakrzykną „Smert’ Lacham!”, a doświadczenie, jakie WP zdobyło w czasie misji w Iraku i Afganistanie przyda się na terytorium Rzeczpospolitej. Znowu, jak za dawnych czasów będziemy się rżnąć a korzystać na tym będą zewnętrzne potęgi.
cdn
Mojemu Przyjacielowi Studycie dziękuję za pomoc przy redakcji tego wpisu.


